Modlitwa‎ > ‎

Ewangelia wg świętego Łukasza - XVI

opublikowane: 15 lut 2017, 02:16 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 15 lut 2017, 04:34 ]

Orędzie Jana Chrzciciela w czasach sądu Bożego nad światem. Przy lekturze tych kilku wersetów musimy uchwycić ów klimat wyczekiwania na Sąd, który ma nastąpić.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XVI

7 Mówił więc do tłumów, które wychodziły, żeby przyjąć chrzest od niego: «Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? 8 Wydajcie więc owoce godne nawrócenia; i nie próbujcie sobie mówić: "Abrahama mamy za ojca", bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. 9 Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone». 10 Pytały go tłumy: «Cóż więc mamy czynić?» 11 On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni». 12 Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: «Nauczycielu, co mamy czynić?» 13 On im odpowiadał: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono». 14 Pytali go też i żołnierze: «A my, co mamy czynić?» On im odpowiadał: «Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie».
(Łk 3, 7–14)

U Jana tłumy. Cokolwiek miałoby to oznaczać staje się wskaźnikiem popularności proroka, który żyje i działa na peryferiach ówczesnego świata politycznego i społecznego oraz religijnego. Ludzie muszą opuścić swoje domostwa, życie codzienne i pójść na peryferia, aby spotkać proroka.

Gdyby zajrzeć do ewangelii świętego Mateusza to zobaczylibyśmy, że Jan przede wszystkim krytykuje faryzeuszów i saduceuszów, u Łukasza dostaje się bliżej nieokreślonemu tłumowi. Widać, że Jan nie flirtuje z tłumem. Taka postawa jakoś łączy go z Jezusem. To wygląda trochę tak jakby mu/im nie zależało na utrzymaniu tych ludzi, tego tłumu przy sobie. W świetle współczesnej polityki medialnej zupełnie tego nie rozumiemy.

Janowi przeszkadza (powstaje pytanie skąd to wie; jak to przeczuwa?) jakaś nieszczerość intencji tych, którzy do niego przychodzą. Czego chcą i po co przychodzą? Jan nazywa ich potomstwem żmijowym – jednoznacznie negatywnie.

Ci ludzie przychodzą przyjąć chrzest. Termin może nas zwodzić, bo myślimy automatycznie o chrzcie chrześcijańskim. W tym przypadku chodziło zapewne o jakieś rytualne obmycie w rzece związane z wyznaniem grzechów, które nie wykluczało podobnego rytu obmycia w późniejszym czasie.

Być może Jan dostrzegł wśród przychodzących do niego takie przekonanie, że wystarczy poddanie się owemu rytowi obmycia, żeby zagwarantować sobie pewność ocalenia w dzień sądu (naznaczony gniewem Boga). To wydaje się nie być jedyną obroną dla tych, którzy uważają się zagrożeni. Niektórzy zapewne uciekają w deklarację przynależenia do rodu Abrahama. A zatem w taką religijno-etniczną przynależność, która ma gwarantować poczucie bezpieczeństwa. Złości to Jana, bo wydaje się, że taka uzurpacja znosi kwestię osobistej, indywidualnej odpowiedzialności. Według proroka to, co będzie decydowało o losie człowieka, w momencie sądu, to jego osobista, indywidualna odpowiedź, postawa. Przede wszystkim w oparciu o zasadę miłości bliźniego. Wiąże to się z koniecznością rozpoznania biedy bliźniego.

Tłum, który zrazu wydaje się być bez twarzy nagle zaczyna nabierać wyrazistości. Ci, którzy wiedzą, że chodzi o przestrzeganie jakiejś wrażliwości na drugiego, na bliźniego zaczynają zadawać pytania.

Te pytania stawiają w oparciu o swoją tożsamość. Najpierw celnicy. Byli urzędnikami rzymskimi i zajmowali się pobieraniem podatków na rzecz skarbu imperialnego. Żydzi uważali ich za kolaborantów i oszustów, złodziei. Powszechnie nimi pogardzano. Dlatego zdumiewa odpowiedź Jana. Nie ma w niej cienia pogardy wobec tych ludzi i nie sugeruje porzucenia haniebnego zajęcia a jedynie (albo aż) spełniania go z wymogami uczciwości i sprawiedliwości. Na czym zatem ma polegać owa surowość, która jest z taką łatwością przypisywana Jana, często w opozycji do miłosiernego Jezusa? Jeszcze bardziej komplikują się sprawy z pytaniem żołnierzy. Kim oni są? Żydzi nie służyli w armii rzymskiej. Byli z tego obowiązku zwolnieni. Najprawdopodobniej to Syryjczycy, których Rzymianie wcielali do formacji wojskowych. Oficerami byli zawsze Rzymianie. To zapewne z takich formacji brali się ci, którzy kilka lat później będą uczestniczyć w procesie i egzekucji Jezusa. Skoro Syryjczycy to niewierzący. Więc co robią nad Jordanem? Są tam z polecenia władz zaniepokojonych tłumami gromadzącymi się wokół niekontrolowalnego proroka? Z ciekawości? Z niepokoju? Udzielił im się nastrój zagrażającego Sądu Bożego? Postawione przez nich pytanie może sugerować, że i oni – bez względu na to z jakich powodów są przy Janie – przyjęli się jego orędziem. I znowu odpowiedź musi dziwić. Żadnej pogardy dla obcych. Taki plan minimum. Jak to kiedyś napisał w liście do osób rozwiedzionych i ponownie poślubionych abp Strasbourga Joseph Dorè, „próbujmy realizować świętość na miarę możliwości”.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons