Modlitwa‎ > ‎

Ewangelia wg świętego Łukasza - VI

opublikowane: 22 lis 2016, 11:59 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 10 sty 2017, 10:32 ]
Dobrze się składa, że niejako w przededniu rozpoczynającego się wkrótce adwentu pochylamy się nad sceną narodzin Jana Chrzciciela. To ważne dlatego, że w duchowości adwentowej Jan, wraz prorokiem Izajaszem i Błogosławioną Dziewicą, jest przewodnikiem prowadzącym nas do Jezusa, Syna Bożego.

Lectio divina, Ewangelia według św. Łukasza VI

Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: «Nie, lecz ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię». Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim. (czytanie z ewangelii wg św. Łukasza 1, 57-66)

Miłosierdzie, które Pan okazał, jest kluczowym terminem, pojęciem ewangelii dziecięctwa w dziele św. Łukasza. Wokół Elżbiety gromadzą się krewni, znajomi, sąsiedzi. Wspólnota, która wykracza poza więzi krwi, ale która stanowi wspólnotę historii życia. Wszyscy są poruszeni tym, co spotkało Elżbietę. Nie brakowało zapewne takich, którzy wspominali przykład Sary, żony Abrahama, która w późnej starości dała mężowi Izaaka. Patrzono na umęczoną porodem Elżbietę i na kwilące dziecię. Zgodnie z przyjętą tradycją i zwyczajem (być może Łukasz odzwierciedla tutaj jakiś wpływ kultury grecko-rzymskiej na Żydów, gdyż wiele świadectw Starego Testamentu mówi o tym, że dziecku nadawano imię zaraz po narodzeniu. Natomiast w środowisku grecko-rzymskim dziecko otrzymywało imię między ósmym a dziesiątym dniem od chwili narodzenia. Być może mamy tutaj ślad przenikania się kultur. A w nas wciąż tli się taka tęsknota za kulturą, która byłaby czysta, nasza, niepokalana żadnym obcym wpływem) ósmego dnia należało obrzezać narodzonego chłopczyka i nadać mu imię. Pozostając w kręgu tradycji żydowskiej, ci wszyscy, którzy zjawili się w domu Elżbiety, mogli się spodziewać, że będzie to imię wywodzące się z przeszłości jej rodziny lub jej męża. Nic z tego. Zostało zaproponowane dosyć egzotyczne imię Jan. Goście zdziwieni mówią, że nie ma nikogo w ich rodzinie, kto nosiłby to imię. Tak oto tradycja, zwyczaj, który posiada nawet sankcję religijną musi ustąpić przed wolą Boga. Ile to razy w naszym życiu trzymamy się jakiejś tradycji czy zwyczaju (właśnie dlatego, że jest usankcjonowany religijnie, i pobożnościowo), która nie ma już żadnej dynamiki duchowej.

Wybór imienia nie wydaje się przypadkowy. Jan znaczy, że Pan jest łaskawy. Raz jeszcze powraca wątek miłosierdzia i łaski.

Ci, którzy przywiązani są do przeszłości (i w tym ich przywiązaniu nie ma żadnej przestrzeni, w którą mogłaby schronić się nowość orędzia o narodzinach Jana), zastanawiają się czy, to postanowienie o imieniu nie jest aby arbitralną decyzją matki, Elżbiety, kobiety, bez uzgodnienia z kalekim mężem. Ale i on, wywołany ze swojej niemoty, daje świadectwo Bożego prymatu nad Tradycją i zwyczajem. Tyle tylko, że nie Jan będzie jego imię (jak chce polski tłumacz), ale że Jan jest jego imię. Tak jakby Zachariasz chciał powiedzieć mu niczego mu nie nadajemy, my stwierdzamy tylko stan rzeczy, stan faktów. Jan jest jego imię.

Zdarzyły się trzy niezwyczajne rzeczy: Po pierwsze, starsza kobieta urodziła dziecko; po drugie, otrzymało ono imię wbrew tradycji; po trzecie, Zachariasz, ojciec dziecka, odzyskuje mowę. Wszystko to wywołuje dwojaką reakcję ludzi; strach i dyskusję. Fakt, że o tym rozmawiają oznacza, że strach, którego doświadczają nie paraliżuje ich.

Na samym końcu tego fragmentu pojawia się obraz, metafora ręki Pańskiej. Obraz ręki Pańskiej (czy też ramienia Pańskiego) związany jest przede wszystkim z ideą wyzwolenia, z wydarzeniem Paschy. Jan w taką właśnie perspektywę zostaje wpisany.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons