Modlitwa‎ > ‎

Ewangelia wg świętego Łukasza - I

opublikowane: 18 paź 2016, 09:18 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 10 sty 2017, 10:30 ]
Po tych wszystkich wprowadzeniach czas w końcu przejść do lectio pierwszego fragmentu Ewangelii według świętego Łukasza.

Lectio divina, Ewangelia według św. Łukasza I

Ponieważ wielu już usiłowało ułożyć opowieść o wydarzeniach, które wśród nas się dokonały, tak jak przekazali je nam ci, którzy od początku* byli naocznymi świadkami i sługami słowa, postanowiłem więc i ja prześledzić, a następnie od początku, wszystko, dokładnie i po kolei opisać ci, najdostojniejszy Teofilu**, abyś uzyskał co do otrzymanego pouczenia całkowitą pewność. (Ewangelia według świętego Łukasza 1, 1–4)

Zaczynamy od pierwszych czterech wersetów otwierających Łukaszową Ewangelię.

W odróżnieniu od pozostałych ewangelistów synoptycznych (chodzi o Marka i Mateusza) Łukasz zaczyna swoje dzieło prologiem. Dominuje w nim pierwsza osoba liczby pojedynczej! Tak, jakby chciał bardzo wyraźnie powiedzieć, że bierze za to pełną odpowiedzialność! Należy przyjąć, że ewangelista kieruje swoją opowieść do chrześcijan należących w pierwszym rzędzie do kultury hellenistycznej. Pragnie on umieścić swą Ewangelię obok innych dzieł historycznych ówczesnej literatury oraz zapewnić, że nie jest ona zarezerwowana dla wąskiego kręgu czytelników, lecz ma wartość uniwersalną. To tak, jakby chciał jednocześnie pisać coś, co winno odpowiadać wysokim standardom otaczającej nas kultury. Tworzę coś, co będzie mogło stanąć obok najwybitniejszych dzieł historiografii starożytnej. W tym kryje się pewien zasadniczy rys chrześcijaństwa. To nie jest religia emigracji z miasta, z kultury miasta. To raczej religia, która podejmuje wyzwania, które miasto tworzy.

Na uwagę zasługuje także fakt, że autor prologu pomija w nim dwa elementy. Przede wszystkim nie ma w nim autoprezentacji. Ewangelista nie ujawnia swej tożsamości. Raczej nie utożsamia się z naocznymi świadkami. Należałby zatem do drugiego pokolenia chrześcijan. Zapewne nigdy nie poznał Jezusa w ciele. Tej jego tożsamości będziemy szukać w całej Ewangelii i odczytywać z tych śladów, które Łukasz zostawi. Taka gra z czytelnikiem, z uważnym czytelnikiem. Swoją tożsamość chrześcijanina zawdzięcza spotkaniu z tymi, którzy Jezusa dotykali i z nim rozmawiali (czy byli to Piotr Apostoł i Jakub, przełożony wspólnoty jerozolimskiej?). Jego wiara, podobnie jak nasza, umocowana jest w tym, co inni opowiedzieli nam o Chrystusie.

Drugim elementem jest odniesienie się do poprzednich dzieł. Nie wiemy, o kim/czym mówi Łukasz. Możemy się jedynie domyślać, że Łukasz czytał już i znał Ewangelię św. Marka (najwcześniejsza ewangelia) i zapewne miał do dyspozycji tak zwany dokument Q. Otóż porównanie Ewangelii Mateusza i Łukasza biblistów doprowadziło do przekonania, że obydwaj korzystali z jednego źródła pisanego, które powstało o wiele wcześniej, i było już znane w wielu wspólnotach pierwotnego Kościoła. Bibliści nazwali ten dokument Q (z niemieckiego „Quelle”). Do naszych czasów ten dokument się nie zachował. Podjęto natomiast próby jego rekonstrukcji. Jak pisze ks. Franciszek Mickiewicz SAC w swoim komentarzu do Ewangelii Łukasza (I/p.33): „dokument Q zawierał przede wszystkim wypowiedzi Jezusa, chociaż w niektórych miejscach pojawiały się także drobne elementy narracyjne”. Czy te źródła, z których korzystał , były według niego niewystarczające czy też Łukasz uznał, że ze względu na swojego adresata musi dokonać pewnej reinterpretacji przekazanego mu orędzia. Reinterpretacji, która odpowiadałaby wrażliwości Teofila. Czy my dzisiaj nie znajdujemy się dokładnie w takim samym momencie? Że ze względu na zmieniającą się wrażliwość naszych dzieci i naszych wnuków musimy podjąć wysiłek reinterpretacji orędzia Jezusa Chrystusa. Reinterpretacja nie oznacza zdrady orędzia Jezusa czy zdrady Jego słowa. Reinterpretacja oznacza raczej uwzględnienie zmiany wrażliwości adresata tego orędzia. No właśnie, kim jest ten adresat Ewangelii Łukasza? On sam pisze o nim dostojny Teofilu (dosłownie miłośnik, przyjaciel Boga). Egzegeci przyjmują dwie możliwości, że chodzi o konkretną osobę, która zajmowała wysokie, szczególne miejsce w hierarchii społecznej. Zapewne ktoś, kto był bogaty i wykształcony. I kto był sympatykiem wspólnoty pierwszych chrześcijan. A może rację mają ci z biblistów, którzy uważają, że pod dostojnego Teofila może podszyć się każdy miłośnik Boga; każdy z nas, który już otrzymał pierwsze orędzie o Jezusie Chrystusie, a teraz potrzebuje umocnienia swojej wiary. Ona stale się rozwija i wciąż staje przed nowymi wezwaniami.

Metodologiczna podpowiedź

Najpierw trzeba przeczytać fragment Ewangelii, potem mój komentarz i następnie przez ok. kwadrans niepodzielnego czasu w maksymalnym wyciszeniu (bez komórki, bez internetu czy telewizji) ponownie czytać ten fragment Ewangelii na dzisiaj. Być może przemówi. A jak będzie milczał – nie zrażać się. Za tydzień kolejny fragment.

Zapraszam do wysiłku lectio i do udostępniania tych materiałów innym.

* Wydaje się, że jest to aluzja do chrztu w Jordanie. To wyznaczałoby zatem (a nie Betlejem) początek misji Jezusa;
** Dosłownie: Przyjacielu Boga

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons