• Rachunek sumienia Wraz z rozpoczynającym się Wielkim Tygodniem, proponujemy refleksje nad rachunkiem sumienia, które może się okazać przydatna przy przygotowaniu do sakramentu pokuty i pojednania.„Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka ...
    Opublikowane: 14 kwi 2019, 07:10 przez: Redakcja JotJotZet
  • Droga Krzyżowa z ojcem Pawłem Smolikowskim CR Wielki Post kojarzy nam się przede wszystkim z nabożeństwem Drogi krzyżowej. „Mądre odprawienie Drogi krzyżowej, w którym w sposób wyważony przeplatają się wzajemnie słowo, milczenie, śpiew, procesja i refleksja, decyduje ...
    Opublikowane: 23 lut 2018, 03:54 przez: Redakcja JotJotZet
  • Ewangelia wg świętego Łukasza - XXV Dzisiaj przede wszystkim chodzi o to, że Jezus dotyka trędowatego. Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXV 12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem ...
    Opublikowane: 30 maj 2017, 12:47 przez: Redakcja JotJotZet
  • Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIV Dzisiaj bardzo wdzięczny fragment, nie wiadomo dlaczego nazywanym powołaniem Piotra i pierwszych apostołów. Ewangelista Marek w pierwszym rozdziale swojej ewangelii opowiada o powołaniu tych apostołów: Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał ...
    Opublikowane: 18 maj 2017, 01:06 przez: Redakcja JotJotZet
  • Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIII Po dłuższej przerwie (spowodowanej celebracją Triduum Paschalnego) wracamy do Lectio. Kolejny fragment Ewangelii według świętego Łukasza. W jakimś sensie zostaje opowiedziany dzień działalności Jezusa Chrystusa. Cała uwaga skoncentrowana jest na ...
    Opublikowane: 7 maj 2017, 02:53 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 65. Zobacz więcej »

Rachunek sumienia

opublikowane: 14 kwi 2019, 04:38 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 14 kwi 2019, 07:10 ]

Wraz z rozpoczynającym się Wielkim Tygodniem, proponujemy refleksje nad rachunkiem sumienia, które może się okazać przydatna przy przygotowaniu do sakramentu pokuty i pojednania.


„Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa" (Katechizm Kościoła Katolickiego, dalej: KKK, 1776). Stąd wielka godność sumienia. „Człowiek roztropny słuchając sumienia moralnego, może usłyszeć Boga, który mówi” (KKK 1777). Stąd również postulat, że pewnemu osądowi sumienia zawsze należy okazywać posłuszeństwo.

W przygotowaniu do spowiedzi rachunek sumienia jest jednym z najistotniejszych aktów penitenta, czyli osoby przygotowującej się do sakramentu pojednania. O ile żal za grzechy wydaje się czymś spontanicznym, to rachunek sumienia robi na nas wrażenie pewnego wysiłku intelektualnego, poznania siebie.

Czasami stawiamy sobie pytanie: od czego zacząć ów rachunek sumienia. Od wyrzutów sumienia, które miałyby sygnalizować, że coś w naszym życiu jest nie tak? Że coś z naszą wolnością jest nie tak? Problem polega na tym, że wyrzuty sumienia nie zawsze się pojawiają. Może ich zabraknąć w sytuacji źle uformowanego sumienia. Czasami jest i tak, że mylimy wyrzuty sumienia z pewnym dyskomfortem psychicznym, który towarzyszy jakimś naszym działaniom, które prowadzą do napięć czy konfliktów, ale nie mają charakteru grzesznego!

Potrzeba zatem pewnej normy obiektywnej, która wprowadzi ład i jasność w tych naszych poszukiwaniach. Dlatego proponuję, aby ten rachunek sumienia oprzeć o nauczanie Katechizmu Kościoła Katolickiego, konkretnie o tę część, która jest komentarzem do Dekalogu. Moje doświadczenie duszpasterskie uczy mnie, że taka propozycja chroni także penitenta przed arbitralnością spowiedników lub duszpasterzy, którzy bardzo często widzą grzech tam, gdzie go nie ma, albo też określają grzechem ciężkim coś, co nie posiada takiej kwalifikacji. Pamiętajmy, że „Aby grzech był śmiertelny, są konieczne jednocześnie trzy warunki: "Grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą" (KKK 1857).

Czego szukamy w rachunku sumienia? Nie tylko grzechu, nie tylko zła. W klasycznej formule rachunku sumienia wypracowanej przez św. Ignacego Loyolę, założyciela jezuitów, a przypominanej w XX wieku przez nieżyjącego już kardynała Carlo Maria Martiniego (jezuitę) i papieża Franciszka (też jezuitę) wszystko rozpoczyna się od dziękczynienia Bogu za otrzymane dobrodziejstwa. A zatem pierwszym etapem jest określenie, odkrycie dobra i piękna, którymi Bóg ubogaca moje życie, moją wolność. Dopiero w takiej perspektywie miłości i miłosierdzia mogę postawić drugi krok: prosić o łaskę poznania grzechów i porzucenia ich. Prosić o łaskę poznania grzechów oznacza uznanie, że niekoniecznie moje widzenie, moje postrzeganie rzeczywistości ogarnia całość, że być może Bóg, bo to On udziela łaski właściwego widzenia, inaczej niż ja określa dobro i zło. Dopiero teraz, w trzecim momencie, mogę domagać się od swojej duszy zdania sprawy z moich myśli, z moich słów i z moich uczynków. Człowiek świadom swojego grzechu powinien następnie, to czwarty krok, prosić Boga, o przebaczenie win i w końcu postanowić poprawę.[1] Dla świętego Ignacego (i dla całej tradycji jezuickiej) bardzo istotny jest kontekst, w którym człowiek mierzy się ze złem swojej historii, życia, wolności. Tym kontekstem jest Boża dobroć. Nim zostanie postawione pytanie o zło i grzech, należy sobie uświadomić wszelkie dobro i piękno, które zostaje nam ofiarowane. Swego czasu papież Pius XII, uchodzący za najwybitniejszego myśliciela katolickiego pierwszej połowy XX wieku, miał powiedzieć, że cechą charakterystyczną naszej epoki jest utrata poczucia, świadomości grzechu. Benedykt XVI nawiązując w jakiejś mierze do tej wypowiedzi, stwierdził kiedyś, że utraciliśmy poczucie grzechu, gdyż wcześniej utraciliśmy świadomość Bożego Miłosierdzia, które jest większe niż ludzka nieprawość.

Pierwsze przykazanie: nie będziesz miał cudzych bogów przede mną

„Nasze życie moralne znajduje swoje źródło w wierze w Boga, który objawia nam swoją miłość” (KKK 2087). Nie sposób nie wspomnieć, że Dekalog rozpoczyna się deklaracją, że Bóg wyzwolił swój Naród z niewoli egipskiej. Rozpoczyna się zatem deklaracją miłości, troski, która przynosi wolność, wyzwolenie. Dobrze byłoby postawić sobie pytanie, czy przy podejmowaniu wszelakich decyzji, które kształtują moją wolność (tę otrzymaną od Boga) jestem zainteresowany tym, jaka jest wola Boga wobec mnie? Co Bóg mi proponuje i do czego mnie zaprasza? (por. KKK 2090).

Pierwsze przykazanie domaga się od nas umocnienia naszej wiary, strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucenia wszystkiego, co się jej sprzeciwia.

I tak Katechizm wspomina o dwóch niebezpieczeństwach zagrażających wierze: o zabobonie i bałwochwalstwie. „Popaść w zabobon oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają” (KKK 2111). Cały program moralny chrześcijaństwa polega na tym, aby w człowieku wykształcić owe dyspozycje wewnętrzne, które pomogłyby odpowiedzieć wielkodusznie na wezwania Ewangelii.

Bałwochwalstwo „pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem. Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony (na przykład satanizm), o władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd.” (KKK 2113).

Drugie przykazanie: nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno

Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych” (KKK 2146).

To przykazanie sugeruje jakąś kontrolę, pracę nad własnym językiem, a ta zakłada, że nasza rzeczywistość jest światem, w którym istnieje strefa sakralna (sacrum) i strefa zwyczajna (profanum). Drugie przykazanie jest przykazaniem, które wzywa nas do dyscypliny słowa ze względu na Boga, tak jak przykazanie siódme wzywa nas do dyscypliny słowa ze względu na bliźniego.

Trzecie przykazanie: pamiętaj, abyś dzień święty święcił

„Działanie Boga jest wzorem działania ludzkiego”. (KKK 2172). To przykazanie odnosi się nie tylko do kultu należnego Bogu, ale również do etosu pracy i czasu wolnego. Człowiek wzorem Boga dnia siódmego powinien zaprzestać pracy i zwłaszcza ubogim pozwolić odetchnąć.

Z tej właśnie racji inaczej to przykazanie odczytywać będzie najemnik (większość z nas to najemnicy), a inaczej pracodawca.

Trzecie przykazanie przypomina o obowiązku udziału w Mszy Świętej niedzielnej lub świątecznej. I określa niektóre sytuacje, w których wierny jest zwolniony z z tego obowiązku: Dlatego wierni są zobowiązani do uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę od ich własnego pasterza. Ci, którzy dobrowolnie zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki (KKK 2181).

Bardzo często wierni nie mogący uczestniczyć w Mszy Świętej w kościele tłumaczą, że chętnie słuchają eucharystii w telewizji lub w radio. Trzeba przypomnieć wiążącą interpretację świętego Jana Pawła II wyrażoną w Jego liście apostolskim Dies Domini z 1998 roku: „ci z wiernych, którzy z powodu choroby, niesprawności lub innej ważnej przyczyny nie mogą wziąć udziału w Eucharystii, winni dołożyć starań, aby jak najpełniej uczestniczyć z oddalenia w liturgii niedzielnej Mszy św., najlepiej przez lekturę czytań i modlitw mszalnych przewidzianych na ten dzień, a także przez wzbudzenie w sobie pragnienia Eucharystii. W wielu krajach telewizja i radio dają możliwość zjednoczenia się z celebracją eucharystyczną w tym samym momencie, gdy jest ona sprawowana w miejscach świętych. Tego rodzaju transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście wypełnić obowiązku niedzielnego, to bowiem wymaga udziału w zgromadzeniu braci, którzy spotykają się w określonym miejscu, z czym wiąże się też możliwość komunii eucharystycznej. Dla tych jednak, którzy z różnych przyczyn zewnętrznych nie mogą uczestniczyć w Eucharystii i są tym samym zwolnieni z obowiązku niedzielnego, transmisja telewizyjna lub radiowa stanowi cenną pomoc, zwłaszcza jeśli towarzyszy jej ofiarna posługa nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii, którzy przynoszą ją chorym, a wraz z nią pozdrowienie i solidarność całej wspólnoty”. (Dies Domini, 54)

Czwarte przykazanie: czcij ojca swego i matkę swoją

Przykazanie, którego kościelna interpretacja sprawia, że mamy do czynienia nie tylko z relacjami dzieci rodzice, ale również z tymi wszystkimi sytuacjami, w których ludzie sprawują władzę nad drugim człowiekiem: „Czwarte przykazanie jest wyraźnie skierowane do dzieci, określając ich relację do ojca i matki, która jest najbardziej powszechna. Dotyczy również związków pokrewieństwa z innymi członkami rodziny. Domaga się okazywania czci, miłości i wdzięczności dziadkom i przodkom. Obejmuje wreszcie obowiązki uczniów względem nauczycieli, pracowników względem pracodawców, podwładnych względem przełożonych, obywateli względem ojczyzny oraz tych, którzy nią rządzą lub kierują.
Przykazanie to wskazuje i obejmuje obowiązki rodziców, opiekunów, nauczycieli, przełożonych, urzędników państwowych, rządzących, wszystkich tych, którzy sprawują władzę nad drugim człowiekiem lub nad wspólnotą osób”. (KKK 2199)

W tak szerokiej perspektywie zagadnień trzeba pamiętać o pewnej konkretyzacji treści tego przykazania: „Tak długo jak dziecko mieszka z rodzicami, powinno być posłuszne każdej prośbie rodziców, która służy jego dobru lub dobru rodziny. "Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu" (Kol 3, 20). Dzieci mają także słuchać rozsądnych zarządzeń swoich wychowawców i tych wszystkich, którym rodzice je powierzyli. Jeśli jednak dziecko jest przekonane w sumieniu, iż jest rzeczą moralnie złą być posłusznym danemu poleceniu, nie powinno się do niego stosować”. (KKK 2217)

Raz jeszcze prymat sumienia zostanie przywołany wtedy, kiedy Katechizm w ramach czwartego przykazania będzie próbował określić relacje między obywatelem a państwem: „Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii. Odmowa posłuszeństwa władzom cywilnym, gdy ich wymagania są sprzeczne z wymaganiami prawego sumienia, znajduje swoje uzasadnienie w rozróżnieniu między służbą Bogu a służbą wspólnocie politycznej. "Oddajcie... Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" (Mt 22, 21). "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5, 29).” (KKK 2242)

I jakkolwiek czwarte przykazanie, i cała tradycja biblijna, mówi o wielkiej godności rodziców, to trzeba także nadmienić, że nie są oni właścicielami życia ani przyszłości swoich dzieci.

Piąte przykazanie: nie zabijaj

„Piąte przykazanie zakazuje pod grzechem ciężkim zabójstwa bezpośredniego i zamierzonego. Zabójca i ci, którzy dobrowolnie współdziałają w zabójstwie, popełniają grzech, który woła o pomstę do nieba”. (KKK 2268)

Dzisiaj zasadniczy spór toczy się wokół aborcji. Kościół w swoim nauczaniu głosi, że początkiem ludzkiego życia jest poczęcie i od tego momentu człowiekowi należy się szacunek i ochrona. „Kościół od początku twierdził, że jest złem moralnym każde spowodowane przerwanie ciąży. Nauczanie na ten temat nie uległo zmianie i pozostaje niezmienne. Bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym” (KKK 2271).

Ilekroć mówimy o grzechu aborcji, tylekroć musimy widzieć lub zakładać samotność kobiety, która tym gestem odrzuca macierzyństwo. Każdy grzech aborcji jest śladem (mimo że brzmi to paradoksalnie) nieobecności mężczyzny – ojca dziecka. Kobieta opuszczona lub poddana presji z jego strony boi się przyjąć dar życia. Najczęściej nie pomagają jej rodzice czy też rodzice męża, partnera. Zostaje z tym wszystkim sama.

Grzech aborcji w katechizmie Kościoła obłożony jest karą ekskomuniki, wykluczenia z Kościoła. „Formalne współdziałanie w przerywaniu ciąży stanowi poważne wykroczenie. Kościół nakłada kanoniczną karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu. "Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa", "przez sam fakt popełnienia przestępstwa” , na warunkach przewidzianych przez prawo. Kościół nie zamierza przez to ograniczać zakresu miłosierdzia. Ukazuje ciężar popełnionej zbrodni, szkodę nie do naprawienia wyrządzoną niewinnie zamordowanemu dziecku, jego rodzicom i całemu społeczeństwu”. (KKK 2272)

W to nauczanie Kościoła wpisuje się również magisterium papieża Franciszka, który w swoim liście apostolskim Misericordia et Misera udzielił wszystkim kapłanom prawa rozgrzeszenia grzechu aborcji (do chwili tego rozporządzenia rozgrzeszanie tego grzechu zarezerwowane były tylko niektórym kategoriom księży), żeby „podkreślić z całą mocą, że aborcja jest grzechem ciężkim, ponieważ kładzie kres niewinnemu życiu. Jednakże z równą siłą mogę i muszę stwierdzić, że nie ma żadnego grzechu, którego nie mogłoby objąć i zniszczyć Boże miłosierdzie, gdy znajduje serce skruszone, które prosi o pojednanie się z Ojcem. Niech więc każdy kapłan stanie się przewodnikiem, wsparciem i pociechą, towarzysząc penitentom na tej drodze specjalnego pojednania”. (Misericordia et misera, 12)

W kontekście kultury konsumpcjonizmu należy jeszcze wspomnieć o piciu alkoholu i paleniu tytoniu: „Cnota umiarkowania uzdalnia do unikania wszelkiego rodzaju nadużyć dotyczących pożywienia, alkoholu, tytoniu i leków. Ci, którzy w stanie nietrzeźwym lub na skutek nadmiernego upodobania do szybkości zagrażają bezpieczeństwu drugiego człowieka i swemu własnemu - na drogach, na morzu lub w powietrzu - ponoszą poważną winę” (KKK 2290).
I w następnym kanonie Katechizm odnosi się do innej plagi naszych czasów: „Używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu ludzkiemu. Jest ciężkim wykroczeniem, chyba że wynika ze wskazań ściśle lekarskich. Nielegalna produkcja i przemyt narkotyków są działaniami gorszącymi; stanowią one bezpośredni współudział w działaniach głęboko sprzecznych z prawem moralnym, ponieważ skłaniają do nich”. (KKK 2291)

Szóste przykazanie: nie cudzołóż

Szóstym przykazaniem wchodzimy w bogatą i skomplikowaną sferę ludzkiej seksualności, czy - jak preferuje Katechizm - ludzkiej płciowości. Cały ten fragment Katechizmu (od kanonu 2331 do kanonu 2400) mówi wiele o antropologii chrześcijańskiej, o postrzeganiu tajemnicy człowieka, że człowiek powołany jest do wolności; że to powołanie domaga się kontroli namiętności (głodów, gdybyśmy chcieli przywołać fragmenty Ewangelii mówiące o kuszeniu Jezusa na pustyni). „Alternatywa jest oczywista: albo człowiek panuje nad swoimi namiętnościami i osiąga pokój, albo pozwala zniewolić się przez nie i staje się nieszczęśliwy”. (KKK 2339). To panowanie osiąga się pracą nad sobą, to zatem zakłada wysiłek. Proszę zwrócić uwagę, że w chrześcijańskiej interpretacji Dekalogu nie chodzi o to, żeby wolności człowieka stawiać zakazy i wciąż czegoś zabraniać, ale żeby ją wychowywać, kształtować tak, aby w człowieku było 100% człowieka! Kościół uważa, że w tej walce o jakość naszego człowieczeństwa i towarzyszącej mu wolności, wierzący może skorzystać z wielu narzędzi, wśród których wymienia: „poznanie siebie, praktykowanie ascezy odpowiedniej do spotykanych sytuacji, posłuszeństwo przykazaniom Bożym, ćwiczenie się w cnotach moralnych i wierność modlitwie”. (KKK 2340) Każde z tych narzędzi doskonalenia naszej wolności zasługuje na osobny traktat, ale naszą uwagę chciałbym zatrzymać na dwóch sprawach: poznanie siebie - gdyby każdy wierzący potrafił się zdobyć na codzienny kwadrans szczerości z samym sobą w rachunku sumienia, byłby to ogromny sukces. Ale nawet jeśli to nie jest możliwe codziennie, to taki wysiłek podejmowany raz na tydzień, raz na dwa tygodnie czy raz na miesiąc przyniesie rezultat. Asceza dla przeciętnego katolika w Polsce kojarzy się z piątkowym postem od mięsa. Ale Katechizm, który mówi o ascezie odpowiedniej do spotykanych sytuacji, jest katechizmem, który mobilizuje nas do myślenia i szukania. Czy nie będzie tak, że za kilka, kilkadziesiąt lat Kościół będzie nas zachęcał do postu od Internetu? Asceza stosowna do zaistniałej sytuacji.

Trzeba również przypomnieć inny zapis katechizmowy, który odnosi się do sfery ludzkiej płciowości, mianowicie, że w dziedzinie czystości znane są prawa wzrostu, który dokonuje się etapami naznaczonymi niedoskonałością i dość często grzechem. "Człowiek cnotliwy i czysty formuje się dzień po dniu, podejmując liczne i dobrowolne decyzje; dlatego poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swojego rozwoju" (KKK 2343). Katechizm przywołuje tutaj myśl świętego Jana Pawła II z jego adhortacji apostolskiej Familiaris consortio, w której przypomniał, że w moralności katolickiej istnieje coś takiego jak prawo stopniowalności (nie mylić ze stopniowalnością prawa). Oznacza to, że „małżonkowie, w zakresie swego życia moralnego, są powołani do ustawicznego postępu, wiedzeni szczerym i czynnym pragnieniem coraz lepszego poznawania wartości, które prawo Boże chroni i rozwija, oraz prostą i szlachetną wolą kierowania się nimi w konkretnych decyzjach. Nie mogą jednak patrzeć na prawo tylko jako na czysty ideał osiągalny w przyszłości, lecz powinni traktować je jako nakaz Chrystusa do wytrwałego przezwyciężania trudności. A zatem „tego, co nazywa się «prawem stopniowości» nie można utożsamiać ze «stopniowością prawa», jak gdyby w prawie Bożym miały istnieć różne stopnie i formy nakazu dla różnych osób i sytuacji. Wszyscy małżonkowie są powołani do świętości w małżeństwie według woli Boga, a to powołanie realizuje się w miarę, jak osoba ludzka potrafi odpowiedzieć na przykazanie Boże, ożywiona spokojną ufnością w łaskę Bożą i we własną wolę”. (Jan Paweł II, Familiaris consortio, 34)

To prawo stopniowości pozwala przyjąć, że wierny na określonym etapie swojego indywidualnego rozwoju nie potrafi ogarnąć i przyjąć całości prawa, co w jakiejś mierze może minimalizować jego odpowiedzialność i winę.

Szóste przykazanie odnosząc się do małżeństwa, wyraźnie stwierdza, że „przez zjednoczenie małżonków urzeczywistnia się podwójny cel małżeństwa: dobro samych małżonków i przekazywanie życia. Nie można rozdzielać tych dwóch znaczeń, czyli wartości małżeństwa, bez naruszenia życia duchowego małżonków i narażenia dobra małżeństwa oraz przyszłości rodziny”. (KKK 2363) To wcale nie oznacza, że każdy akt małżeński musi się kończyć poczęciem dziecka, ale nie może go wykluczać. Stąd też w kanonie 2370 Katechizm powie wprost: "Okresowa wstrzemięźliwość, metody regulacji poczęć oparte na samoobserwacji i odwoływaniu się do okresów niepłodnych są zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności". Jest natomiast wewnętrznie złe "wszelkie działanie, które - czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków - miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego".

Warto zwrócić uwagę na zaznaczoną różnicę między naturalnymi metodami regulacji poczęć a antykoncepcją. Te pierwsze zapisane w rytm organizmu kobiety wydają się respektować obiektywne kryteria, normy moralności, które swoje korzenie znajdują także w naturze człowieka. Antykoncepcja natomiast wydaje się być arbitralną ingerencją człowieka. Oczywiście mówiąc o antykoncepcji, nie odnosimy się do aborcji czy środków wczesnoporonnych, które są zamachem na ludzkie, a zatem dotyczą piątego przykazania. Antykoncepcja natomiast dotyczy chrześcijańskiego rozumienia małżeństwa.

Antykoncepcja nie jest jedynym naruszeniem wartości małżeństwa. W dalszej części Katechizmu mowa jest o cudzołóstwie, czyli o zdradzie małżeńskiej. „Cudzołóstwo jest niesprawiedliwością. Ten, kto je popełnia, nie dotrzymuje podjętych zobowiązań. Rani znak przymierza, jakim jest węzeł małżeński, narusza prawo współmałżonka i godzi w instytucję małżeństwa, nie dotrzymując umowy znajdującej się u jego podstaw. Naraża na niebezpieczeństwo dobro rodzicielstwa ludzkiego oraz dzieci, które potrzebują trwałego związku rodziców". (KKK 2381)

Bardzo często cudzołóstwo prowadzi do rozwodu. „Istnieje znaczna różnica między współmałżonkiem, który szczerze usiłował być wierny sakramentowi małżeństwa i uważa się za niesłusznie porzuconego, a tym, który wskutek poważnej winy ze swej strony niszczy ważne kanonicznie małżeństwo”. To oczywiście żadnej ze stron jeszcze nie zamyka drogi do sakramentu spowiedzi i Eucharystii. O ile chcą podjąć wysiłek nawrócenia, mogą liczyć na wsparcie Kościoła. Wiele osób pyta, czy ktoś, kto się rozwiódł i zawarł ponowny związek (już tylko cywilny), może przystąpić do sakramentu spowiedzi. Otóż nie ma żadnego przepisu kościelnego (ani w Katechizmie, ani w Prawie Kanonicznym), który z możliwości spowiedzi wykluczałby jakąkolwiek kategorię osób. Ta uwaga dotyczy także tych wiernych, którzy po rozwodzie zawarli kolejny związek małżeński (oczywiście już tylko cywilny). Również oni mogą przystąpić do spowiedzi (do czego zawsze mieli prawo, nawet jeśli utarł się taki niechlubny duszpasterski zwyczaj odsyłania tych ludzi bez wysłuchania ich wyznania), co oczywiście nie oznacza, że uzyskają rozgrzeszenie. To właśnie z myślą o nich papież Franciszek sformułował kilka pytań, z którymi winni się skonfrontować, chcąc rozpocząć swój szlak pojednania z Bogiem i Kościołem. Franciszek pisze w swojej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia: „Zadaniem kapłanów jest „towarzyszenie osobom zainteresowanym na drodze rozeznania, zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa. W tym procesie przydatne będzie dokonanie rachunku sumienia, przez chwile refleksji i skruchy. Osoby rozwiedzione, które zawarły ponowny związek, powinny zadać sobie pytanie, w jaki sposób zachowywały się wobec swoich dzieci, gdy związek małżeński przeżywał kryzys; czy były próby pojednania; jak wygląda sytuacja opuszczonego małżonka; jakie konsekwencje ma nowa relacja dla pozostałej rodziny i wspólnoty wiernych; jaki przykład daje ona ludziom młodym, którzy przygotowują się do małżeństwa. Szczera refleksja może umocnić zaufanie w miłosierdzie Boże, które nikomu nie jest odmawiane”. (Amoris laetitia, 300)

Wykroczeniem przeciw szóstemu przykazaniu są również: masturbacja, wszelkie pożycie seksualne poza małżeństwem, oglądanie pornografii (tutaj rzeczą istotną jest rozeznanie, na ile mamy do czynienia z uzależnieniem od materiałów pornograficznych, a na ile mamy do czynienia z sytuacjami przypadkowymi), co bardzo często prowadzi właśnie do masturbacji, akty homoseksualne, przy czym trzeba podkreślić i pamiętać o tym, że Kościół w swoim nauczaniu potępia akty, czyny homoseksualne, a nie orientację homoseksualną poszczególnych wiernych. „Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i - jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji”. (KKK 2358)

Siódme przykazanie: nie kradnij

Rozumienia siódmego przykazania nie sposób ograniczyć do gestu kradzieży cudzego mienia, gdyż Kościół w kanonie 2403 mówi, że „powszechne przeznaczenie dóbr pozostaje pierwszoplanowe, nawet jeśli popieranie dobra wspólnego wymaga poszanowania własności prywatnej, prawa do niej i korzystania z niej". Stajemy dzisiaj wobec skandalicznego podziału dóbr ziemi, gdzie przygniatająca część tych dóbr przynależy do garstki osób[2]; jesteśmy dzisiaj świadkami wykluczenia milionowych rzesz obywateli z dostępu do dóbr materialnych, bogactw świata (o kwestii dostępu do wody w pierwszych miesiącach roku 2019 mówił papież Franciszek). Rytm naszego społeczeństwa wyznaczany jest przez alienację, wyzysk i ubóstwo milionów ludzi, których sytuacja egzystencjalna określana jest jako współczesne niewolnictwo. Nawet jeśli nie ponoszę za to osobistej odpowiedzialności, powinno mi to dać do myślenia, dlaczego tak się dzieje i czy przy ograniczonych moich możliwościach coś mogę zrobić dla zmiany tej sytuacji.

W tym kontekście trzeba wspomnieć o powinnościach człowieka wobec zwierząt, które są stworzeniami Bożymi i jest sprzeczne z godnością ludzką niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie. Równie niegodziwe jest wydawanie na nie pieniędzy, które mogłyby w pierwszej kolejności ulżyć ludzkiej biedzie. Można kochać zwierzęta; nie powinny one jednak być przedmiotem uczuć należnych jedynie osobom. (KKK 2418)

Jest oczywiste, że siódme przykazanie zabrania kradzieży, a nadto: „Wszelkiego rodzaju przywłaszczanie i zatrzymywanie niesłusznie dobra drugiego człowieka, nawet jeśli nie sprzeciwia się przepisom prawa cywilnego, sprzeciwia się siódmemu przykazaniu. Dotyczy to: umyślnego zatrzymywania rzeczy pożyczonych lub przedmiotów znalezionych, oszustwa w handlu, wypłacania niesprawiedliwych wynagrodzeń, podwyższania cen wykorzystującego niewiedzę lub potrzebę drugiego człowieka”. (KKK 2409)

Każde przykazanie postuluje jakąś formułę człowieczeństwa. To przykazanie stawia na człowieka, wolnego od przywiązania do dóbr materialnych i zarazem kogoś, kto posiadając te dobra, chce je użyć również dla pożytku innych (por. KKK 2404). Zakłada to wysiłek kształtowania w sobie cnoty umiarkowania, sprawiedliwości oraz solidarności. (por. KKK 2407)

Jeśli ktoś skrzywdził bliźniego, naruszając siódme przykazanie, jest zobowiązany naprawić popełnioną niesprawiedliwość. A to w praktyce oznacza zwrot skradzionej rzeczy właścicielowi.

Refleksja nad siódmym przykazaniem doprowadziła Kościół do wypracowania swojej doktryny społecznej. Lektura kanonów katechizmowych od 2419 do 2436 mogłaby być wielce użyteczna dla wiernych prowadzących działalność gospodarczą.

Ósme przykazanie: nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu

Ósme przykazanie zabrania fałszowania prawdy w relacjach z drugim człowiekiem. Wśród wykroczeń przeciwko tej prawdzie wymieć trzeba fałszywe świadectwo (wypowiedź sprzeczna z prawdą, a wyrażona publicznie), naruszenie czyjegoś dobrego imienia przez pochopny sąd (mamy z nim do czynienia wtedy, gdy ktoś nawet milcząco uznaje za prawdziwą – bez dostatecznej podstawy moralną wadę bliźniego); przez obmowę (czyli kto bez obiektywnie ważnej przyczyny ujawnia wady i błędy drugiego człowieka osobom, które o tym nie wiedzą); przez oszczerstwo (czyli przez wypowiedzi sprzeczne z prawdą szkodzi się dobremu imieniu innych).

Najbardziej powszechnym i bezpośrednim wykroczeniem przeciwko prawdzie jest kłamstwo. Czyniąc ten rachunek sumienia i mówiąc o kłamstwie, trzeba przywołać katechizmową definicję kłamstwa: kłamać oznacza mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd tego, kto ma prawo tę prawdę znać. (KKK 2483) Czasami ludzie stawiają nam pytania, których nie mają prawa nam stawiać. Chcą znać sprawy, do których nie mają prawa. Może ja sam bywam również wścibski?
Kłamstwo samo w sobie stanowi jedynie grzech powszedni, chyba że poważnie narusza cnotę sprawiedliwości i miłości.

Również przy ósmym przykazaniu Katechizm mówi o konieczności naprawienia wyrządzonych krzywd bliźniemu (podobnie jak było to z przykazaniem siódmym): „Wszelkie wykroczenie przeciw sprawiedliwości i prawdzie nakłada obowiązek naprawienia krzywd, nawet jeśli jego sprawca otrzymał przebaczenie. Jeśli jest rzeczą niemożliwą naprawienie szkody publicznie, należy to zrobić w sposób ukryty; jeśli ten, kto doznał krzywdy, nie może zostać wynagrodzony bezpośrednio, powinien otrzymać zadośćuczynienie moralne w imię miłości. Obowiązek naprawienia krzywd dotyczy również przewinień popełnionych wobec dobrego imienia drugiego człowieka. Naprawienie krzywd - moralne, a niekiedy materialne - powinno być ocenione na miarę wyrządzonej szkody. Jest ono obowiązkiem sumienia”. (KKK 2487)

Ci wszyscy, którzy w swoim życiu tworzą środki społecznego przekazu, winni z uwagą przeczytać kanony od 2493 do 2499, które w jakiejś mierze konstytuują etykę dziennikarską.

Dziewiąte przykazanie: nie pożądaj żony bliźniego swego

Zgodnie z katolicką tradycją katechizmową dziewiąte przykazanie odnosi się do sfery płciowej, natomiast dziesiąte zabrania pożądania dóbr materialnych drugiego człowieka. Pożądanie, które jest owocem nieposłuszeństwa Adama i Ewy, i które wywołuje nieporządek we władzach moralnych człowieka i skłania człowieka do popełniania grzechów, samo w sobie nie jest jeszcze grzechem. (por. KKK 2515)

Takie postawienie sprawy postuluje konieczność pracy nad sobą, swoistej walki duchowej: „walka z pożądliwością cielesną domaga się oczyszczenia serca i praktykowania umiarkowania” (KKK 2517). Ta czystość (bardzo często czystość w teologii życia wewnętrznego jest utożsamiana z bezinteresownością) serca dotyczy czystości intencji; która polega na dążeniu do prawdziwego celu człowieka; ochrzczony stara się z prostotą rozpoznawać wolę Bożą i pełnić ją we wszystkim (por. KKK 2520); czystości spojrzenia, zewnętrznego i wewnętrznego, przez czuwanie nad uczuciami i wyobraźnią, przez odrzucenie jakiegokolwiek upodobania w myślach nieczystych, które skłaniają do odejścia z drogi Bożych przykazań (por. KKK 2520).

Raz jeszcze sobie uświadamiamy, że w Dekalogu nie chodzi o zakazy, ale o wychowanie człowieka, o ukształtowanie jego człowieczeństwa na miarę powołania, którym został obdarzony.

Dziesiąte przykazanie: ani żadnej rzeczy, która jego jest

„Pożądanie zmysłowe skłania nas do pragnienia rzeczy przyjemnych, których nie posiadamy, czyli do pragnienia jedzenia, gdy jesteśmy głodni, czy ogrzania się, gdy jest nam zimno. Pragnienia te same w sobie są dobre, często jednak nie zachowują rozumnej miary i skłaniają nas do niesłusznego pożądania czegoś, co jest własnością drugiej osoby lub jej się należy”. (KKK 2535) Nie powinno mnie zatem niepokoić samo pragnienie lub pożądanie, a brak stosownego kryterium, miary. Znakami tego braku są chciwość, zachłanność i zazdrość.

Zazdrość to taka dziwna choroba oczu. Widzę doskonale to, co mają lub kim są inni, ale nie potrafię dostrzec piękna i dobra, które Bóg mi ofiarował. „Lud święty ma za zadanie walczyć za pomocą łaski z wysoka, aby otrzymać dobra obiecane przez Boga. Aby posiadać i kontemplować Boga, chrześcijanie powinni umartwiać swoje pożądania i za pomocą łaski Bożej odnosić zwycięstwo nad pokusami używania i panowania”. (KKK 2549)

Taki jest właśnie cel robienia rachunku sumienia. Chodzi o wychowanie wolności człowieka.


ks. Adam P. Błyszcz CR


[1] por. św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, Kraków 2005, str. 29 - 30

[2] Laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za rok 2001, amerykański ekonomista Joseph Stiglitz w swoich analizach dowodzi, że zdecydowana większość bogactwa USA skumulowana jest w rekach 1% amerykańskiej populacji.

fot. Freerangestock.com

Droga Krzyżowa z ojcem Pawłem Smolikowskim CR

opublikowane: 23 lut 2018, 03:54 przez Redakcja JotJotZet

Wielki Post kojarzy nam się przede wszystkim z nabożeństwem Drogi krzyżowej. „Mądre odprawienie Drogi krzyżowej, w którym w sposób wyważony przeplatają się wzajemnie słowo, milczenie, śpiew, procesja i refleksja, decyduje o dobrym skorzystaniu z duchowych owoców tego nabożeństwa”.[1]

Zwykliśmy organizować w naszych parafiach nabożeństwa Drogi krzyżowej wieczorami. Część naszych wiernych dopiero co wraca z pracy. Bardzo często stanowi to przeszkodę dla udziału we wspólnotowej celebracji. I tak cichaczem, ze względu na rytm naszego życia, podporządkowanego codziennej pracy (w której jesteśmy najemnikami) tracimy to piękne tradycyjne nabożeństwo. Dlatego redakcja portalu JotJotZet postanowiła przygotować rozważania Drogi krzyżowej, które będą dostępne w Internecie. Może w ten sposób ktoś jadąc do pracy autobusem, podmiejską kolejką, zdoła w tłumie wygospodarować dwadzieścia minut, aby w swoim sercu iść za Jezusem i towarzyszyć Mu w Jego ostatnich godzinach życia. A może to obudzi w kimś takim, w takim zabieganym mieszczuchu, pragnienie, aby tak zaprogramować swój piątek, aby znaleźć dwadzieścia minut na skromne nabożeństwo Drogi krzyżowej.

Zaczynamy od rozważań opartych na myśli ojca Pawła Smolikowskiego CR.

Śladami Męki Pańskiej z ojcem Pawłem Smolikowskim, świątobliwym zmartwychwstańcem

Środa Popielcowa w 1915 roku przypadała 17 lutego, a pierwsza niedziela wielkiego postu – 21 lutego. To od niej o. Paweł Smolikowski CR rozpoczął cykl kazań poświęconych Drodze krzyżowej. W poprzednich latach, 1913 i 1914 kazania wielkopostne głosił w rzymskim kościele zmartwychwstańców, więc podejrzewam, że i te głoszone były dla rzymskiej Polonii w kościele Zmartwychwstania przy via San Sebastianello 11. Cykl sześciu konferencji miał przybliżyć słuchaczom sens, znaczenie i wartość Drogi krzyżowej.

To wielkopostne nabożeństwo miało (i ma) na celu przybliżenie ostatnich godzin życia Jezusa Chrystusa, Jego męczeńskiej śmierci. Ale staje się także próbą odpowiedzi na to, w jaki sposób interpretować ludzkie cierpienie, ludzkie niepowodzenie. Nabożeństwo Drogi krzyżowej (dobrze przygotowane i dobrze przeżyte) staje się dla maluczkich (pozbawionych uniwersyteckich katedr i teologicznych bibliotek) podstawowym traktatem, jak obchodzić się z ludzkim bólem i cierpieniem.

Szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego cierpimy. Odpowiedź ojca Pawła jest teologiczna. I od razu należy zauważyć, że o. Paweł odpowiada zgodnie z teologią przełomu XIX i XX wieku. Każdy z nas jest dzieckiem swojego czasu. Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj inaczej niuansowalibyśmy średniowieczną doktrynę św. Anzelma o konieczności zadośćuczynienia. Nie ulega wątpliwości, że nikt z nas nie pisałby o Kościele po wielkim skandalu pedofilii (i po jeszcze większym skandalu ukrywania tejże przez ludzi Kościoła), który przetoczył się po naszym Kościele, tak jak ojciec Paweł, który twierdził, że „prawda, cnota, świętość – po stronie Kościoła. Złość, fałsz, niecnota po stronie nieprzyjaciół Kościoła”. (str. 8)

Trzeba nam i o tym pamiętać, że o. Paweł swoje konferencje głosi kilka miesięcy po wybuchu I wojny światowej. W społeczeństwie polskim budzą się nadzieje odzyskania niepodległości. Ojciec Paweł jest tego świadomy, gdyż niemało miejsca poświęca w swoich rozważaniach wadom narodowym Polaków (idzie tutaj tropem swojego współbrata o. Kalinki CR – jednego z założycieli krakowskiej szkoły historycznej), które doprowadzić miały do upadku I Rzeczypospolitej. Opuściłem ten wątek w zaproponowanych rozważaniach.

I zwróćmy także uwagę na to, że o. Paweł stacje X, XI i XII traktuje jako swoistą całość, co pozwala mu na przywołanie teologicznej kategorii świętego Grzegorza Wielkiego prolixitas mortis (tłumaczonej jako przeciągłe konanie).

Wracając do pytań, które stawia przed nami Via crucis, trzeba powiedzieć, że pytanie: dlaczego cierpimy, nie jest jedynym, które rodzi się z tego pobożnego oglądania Męki Pańskiej. Pojawia się drugie i trzecie? Co można zrobić z cierpieniem człowieka, z moim cierpieniem? I czy cierpienie może czemuś służyć?

Droga krzyżowa, tak jak ją proponuje i opisuje o. Paweł Smolikowski CR, stanowi także pewne światło, które opromienia nasze życie i pozwala w nim dokonać rozeznania. Światło, które opromienia nasze sumienie i pozwala nam dokonywać wyborów zgodnych z Ewangelią.

Przywołane fragmenty rozmyślań ojca Pawła opatrzone są odniesieniem do maszynopisu, który przechowywany jest w rzymskim archiwum Domu Generalnego Księży Zmartwychwstańców. Kazania o. Pawła z rękopisów sczytał i przepisał śp. ojciec Jerzy Mrówczyński CR.

I. Nasz dobry Jezus, najniegodziwszy wyrok śmierci najcierpliwiej przyjął

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.

„Pierwsza stacja kładzie nam przed oczy Chrystusa Pana skazanego na śmierć. On, Pan i Bóg, chciał być przez ludzi osądzonym i potępionym jako bluźnierca, jako ten, co zakłóca porządek publiczny! Jako wichrzyciel. (…) Chrystus przynosił i głosił naukę tak przeciwną moralności w świecie panującej, tak niezgodną z pojęciami świata, że słusznie mógł św. Paweł powiedzieć, że „23 my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan”
(1 Kor 1,23) [2]
(str. 7)

Ten wyrok na Jezusie to znak, że nie pasuje ze swoim nauczaniem, ze swoją postawą, ze swoimi gestami i czynami do naszego świata. Zostaje zatem odrzucony! Iluż z nas w swoim życiu, w swojej historii doświadcza podobnego losu. Odrzucenia? Pogardy? I iluż z nas w takiej sytuacji próbuje zawalczyć o uznanie? O akceptację? Naginając się do oczekiwań środowiska, społeczeństwa, grupy, w której się żyje (dokładnie tak: bezosobowo), wegetuje. Najczęściej nic nie zyskując, a tracąc nadto jakąś swoją niepowtarzalność i oryginalność.

I proszę zwrócić uwagę na pewien szczegół: ojciec Paweł Smolikowski próbując tej stacji i następnym nadać tytuł w stronie aktywnej, czyni z Jezusa kogoś, kto działa: wyrok nie spada na Jezusa jak grom z jasnego nieba. On, Jezus, go przyjmuje.

Czy cierpienie pozbawia człowieka podmiotowości? Czy cierpienie jest zamachem na ludzką wolność i autonomię? Czy o. Paweł, który nastaje na to, że Jezus przyjmuje (czasownik w stronie czynnej) wyrok; że Jezus bierze (czasownik ponownie w stronie czynnej) krzyż, chce powiedzieć, że tak dopiero śmierć (Jezus zabity złożony zostaje do grobu) czyni z nas coś, a nie kogoś, że dopiero śmierć pozbawia nas podmiotowości.

- za tych wszystkich, których niszczy wyrok odrzucenia i pogardy, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami

II. Jezus nasz najukochańszy przyjął na swe zbolałe ramiona ciężkie drzewo krzyża

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„My zazwyczaj chcemy sobie krzyż sami obierać; sami radzibyśmy naznaczyć, jaki by nam odpowiadał. A zarazem przyjęlibyśmy krzyż od Boga; od ludzi nie. A właśnie Bóg daje nam go przez ludzi”
(str. 10)

Nieznośne pośrednictwo Kościoła. Łaska przychodzi przez sakrament Kościoła. Ale ileż krzyży przychodzi do nas i na nas przez Kościół, przez ludzi Kościoła. Nieznośne i dotkliwe pośrednictwo, mediacja, Kościoła.

- za wszystkich, którzy noszą rany zadane przez Kościół, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


III. Chrystus znękany i utrudzony, pod ciężarem krzyża po raz pierwszy upada

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Podobnie i my cierpimy, upadamy pod krzyżami, rację ich i przyczynę niosąc w sobie, tj. nieprawość naszą, która krzyże sprowadziła na nas. (…) Te krzyże nas poprawiać, oczyszczać, przemieniać mają. Poprawiwszy się, oczyściwszy się, przemieniwszy, będą one dla nas zbyteczne, bo usuniemy ich rację; chyba że jeszcze odpłacić coś mamy. Dla nas tedy, w każdym razie, pierwszorzędną rzeczą jest usunąć to wszystko, co racją jest tych krzyży, co krzyże sprowadza”
(str. 14)

Droga krzyżowa może być ckliwym, sentymentalnym nabożeństwem, które porusza naszą uczuciowość, emocjonalność. Tylko tyle. Ojciec Paweł, który w tej trzeciej stacji, przy upadku Jezusa, pyta o przyczynę, rację naszych upadków, zachęca do pogłębionego rachunku sumienia, do rozeznania nie tylko tego, co się stało, ale również dlaczego tak się stało.

- o przywrócenie, o odzyskanie, praktyki rachunku sumienia w naszej pobożności indywidualnej, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


IV. Jezus spotyka swoją Matkę

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Czy to było powodem nowego cierpienia dla Chrystusa? Bez wątpienia cierpieniem Mu było patrzeć na cierpienia Swej Matki. Ta myśl, ten widok, że jest się przyczyną, choć mimowolną, przykrości, utrudzeń, cierpień innych i to najdroższych – niemałym jest cierpieniem.”
(str. 21)

Jakżeż wpisać się w tę stację spojrzeń między Synem a Matkę? Kogo mój widok przyprawia o cierpienie? Spojrzenie dzieci, które muszą oglądać ojca sponiewieranego przez alkohol? Spojrzenie rodziców, którzy muszą oglądać znieprawienie własnych dzieci? Kto, patrząc na mnie, cierpi? Kogo boli serce na mój widok?

- za nasze matki, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


V. Szymon Cyrynejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Szymon Cyrynejczyk jest dla nas obrazem tych wszystkich, co niechętnie, z musu tylko współcierpią z Chrystusem Panem. A powiada tradycja, że niosąc krzyż za Chrystusem Panem, biorąc mimowolny udział w Jego cierpieniach, Szymon Cyrynejczyk przemienił się (…) W życiu codziennym powtarza się to nieraz. Ma się czasem przed sobą chrześcijan tak obojętnych dla wiary, tak słabych w wierze, że kiedy Bóg ich dotknie jakimś cięższym cierpieniem, to się drży o nich, że zupełnie od Boga odstąpią. Gdzie tam! Cierpienie ma w sobie coś uszlachetniającego, bo je Chrystus Pan uświęcił. Ten cios, ten grom, ta klęska staje się właśnie początkiem prawdziwego ich nawrócenia, zbliża ich, zwraca ich do Chrystusa Pana”.
(str. 22)

Początek nawrócenia? Świadomość utraty skarbu. Znam takich, błogosławię ich wspomnienie, którzy nawrócili się po śmierci dziecka. Znam i takich, którzy nawrócili się po uświadomieniu sobie utraty własnej godności. Czyż przykładem takiego nawrócenia nie jest Bogdan Jański, założyciel zmartwychwstańców?

Jednak uświadomienie sobie tej straty nie przychodzi do nas dzięki chłodnej analizie naszego życia uczynionej przy biurku, ale wtedy, kiedy nasze trzewia wyją do Boga, żeśmy z wszystkiego zostali okradzieni.

- za naszych ojców, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


VI. Weronika ociera chustą twarz Chrystusa Pana

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Weronika przedstawia nam te wszystkie dusze, które służą Chrystusowi Panu, oddając najniższe posługi Jego członkom, które oddane są uczynkom miłosiernym. Chrystus Pan przecie powiedział, że co się uczyni najmniejszemu z jego braci, to przyjmuje jako Sobie uczynione. Więc Weronika je wszystkie przedstawia. Na chuście, którą otarła twarz Chrystusową, pozostało podobieństwo Jego. Za te uczynki miłosierne, czynione dla miłości Jego, Pan Jezus wynagradza, zostawiając takim duszom podobieństwo Swoje. Ta miłość, z jaką dla miłości Chrystusa, służą bliźnim, odbija w sobie podobieństwo miłości Chrystusa Pana, staje się ta miłość podobną do tej, jaką ma samże Chrystus Pan, jaką ma Bóg.”
(str. 22)

Nigdy nie jest za późno, aby okazać komuś miłosierdzie. Nigdy nie jest za późno, bo ci potrzebujący są przecież zawsze między nami! Czasami ich cierpienie i pragnienie miłosierdzia bierze się stąd, że zostali sponiewierani przez państwo, Imperium, czasami dlatego, że zostali sponiewierani przez Kościół, a czasami dla tego, że zostali sponiewierani przez swój osobisty grzech. Nigdy nie jest za późno na świadczenie miłosierdzia.

- o wyobraźnię miłosierdzia dla nas wszystkich idących tą Drogą krzyżową, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


VII. Chrystus znękany i utrudzony, pod ciężarem krzyża po raz drugi upada

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Ta myśl, że Pan Jezus upadał pod krzyżem, jest jeszcze i dlatego dla nas niemałym pokrzepieniem, bo rozumiemy, że cięższe doświadczenie, kiedy się zdaje, że już sił nie ma do cierpienia, nie jest dowodem opuszczenia od Boga, skoro i Chrystus pod krzyżem upadał”
(str. 13)

Cierpienie, które nas dotyka i które pozbawia nas, chce nas pozbawić, podmiotowości, w gruncie rzeczy próbuje nas pozbawić wiary w obecność Boga w naszej historii. Czyżby o mnie zapomniał? - pytam sam siebie, upadając po raz kolejny pod ciężarem krzyża.

- za niewierzących, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


VIII. Chrystus spotyka płaczące niewiasty

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Chrystus Pan ma przed sobą dusze dobre, współczujące, litościwe, patrzące na Jego cierpienia, ale nie wchodzące w ich przyczynę; patrzące na rzeczy powierzchownie. (…) Tu nie o płacz chodzi, nie o lamentowanie, ale chodziłoby o zapobieżenie złemu, nieszczęściu ostatecznemu, jakie ich czeka, a to wchodząc w przyczynę tych cierpień”.
(str. 23-24)

Czy spotkanie Jezusa z płaczącymi kobietami w jakimś stopniu nie objawia sensu i znaczenia Drogi krzyżowej. Oprócz towarzyszenia Jezusowi, który idzie/jest prowadzony na śmierć, chodzi o to, aby poznać źródło cierpienia, odkryć fundament mojego cierpienia. Ta/ taka wiedza nie uwalnia od cierpienia (bo nie wiedza mnie zbawia), ale sprawia, że potrafię umiejscowić w historii mojego życia źródła cierpienia, które mną poniewiera i próbuje uprzedmiotowić.

- o ducha refleksji dla naszego chrześcijaństwa, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


IX. Chrystus znękany i utrudzony, pod ciężarem krzyża po raz trzeci upada

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Aż trzy razy przychodzi to upadanie. Chciał Chrystus, byśmy o tym upadaniu częściej rozmyślali; bo nam to potrzebne, nie zrażać się, gdy zdajemy się upadać na duchu w cięższych cierpieniach; gdy nas krzyż jaki ciężej przygniata. Pamiętać będziemy, że i Chrystus upadał pod krzyżem!”
(str. 13)

Stacja najczęściej poświęcona tym, którzy muszą (no właśnie czy muszą) poddać się logice grzechu, upaść przed siłą, przemocą grzechów, które stanowią już nawyk, nałóg. I wydaje się, że ta ich siła ogranicza wolność podmiotu moralnego. Moją wolność.

- za zniewolonych przez alkohol, narkotyki, hazard, pornografię, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


X. Odarcie z szat Jezusa Chrystusa

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Chrystus Pan powiedział: ‹‹51 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki». (J 8, 51) A jednak wszyscy i najświętsi umierają. (…) Śmierć tedy, o której mówi Chrystus Pan, o której mówi Bóg, to nie ta śmierć tylko, którąśmy przywykli wyłącznie śmiercią nazywać, ale jest nią opuszczenie od Boga, śmierć jakoby duszy (…) a bez Boga nie ma on [człowiek] życia prawdziwego, bo nie ma prawdziwego przedmiotu swego życia i podstawy swego bytu. (…) Ta jest śmierć pierwsza, śmierć prawdziwa, racja wszelkiej innej śmierci”.
(str. 26)

Na czym polega śmierć człowieka? Ojciec Paweł Smolikowski rozróżnia w swoich rozmyślaniach (i to chyba zawdzięcza teologii o. Piotra Semenenki CR, swojego mistrza) śmierć prawdziwą, śmierć moralną oraz śmierć, której zwykliśmy dotykać w naszej naoczności, śmierć biologiczną.

- za wszystkich umierających, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


XI. Ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Aby odpłacić za to nasze opuszczenie Boga, Chrystus Pan wycierpiał najprzód to nawet opuszczenie od Boga. Bóg zdawał się w nim usuwać; Jego bóstwo jakoby się skryło i jakoby zostawiło ducha Jego ludzkiego samemu sobie i wtedy to zawołał Chrystus na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27, 46)
(str. 28)

Śmierć Jezusa. Dogmat unii hipostatycznej zapewne nie ułatwia zrozumienia śmierci moralnej Jezusa Chrystusa. Tej nieobecności Boga w umieraniu Jezusa Chrystusa na krzyżu. Jego modlitwy, krzyku, szeptu "Boże mój, czemuś mnie opuścił…"

- za wszystkich umierających w samotności, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


XII. Śmierć Jezusa Chrystusa

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Umiera tedy Chrystus Pan na krzyżu moralnie, a to przez hańbę, przez poniżenie. Zdawało się, że całe jego życie, cała Jego działalność, wszystko na darmo, na nic, bo oto umiera na krzyżu!
(str. 29)

W tej tajemnicy ukazany zostaje ostateczne oblicze śmierci. Wszystko na nic. Ileż razy doświadczamy tej podłej, nikczemnej insynuacji, że wobec naszego umierania (prolixitas mortis – o. Paweł przywołuje w swoich rozważaniach to pojęcie przypisywane św. Grzegorzowi Wielkiemu i tłumaczy to jako przeciągłe konanie)nic nie zasługuje na uwagę, nic nie posiada ani sensu ani wartości.

- za tych, którzy poddają się myśli, że życie nie ma sensu ani wartości, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


XIII. Pan Jezus z krzyża zdjęty

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„Przyszedł Józef z Arymatei, poważny członek Rady, który również wyczekiwał królestwa Bożego. Śmiało udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. 44 Piłat zdziwił się, że już skonał. Kazał przywołać setnika i pytał go, czy już dawno umarł. 45 Upewniony przez setnika, podarował ciało Józefowi. 46 Ten kupił płótno, zdjął Jezusa z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, który wykuty był w skale” (Mk 15, 43–46). Takie było zakończenie Męki. Bez chwały! Bez wielkości! Ukradkiem niejako, w drodze łaski, zabierano ciało”.
(str. 32)

Dominuje strona bierna. I nie jest to strona bierna teologiczna, która w kodzie biblijnym ukrywa działanie samego Boga. To raczej strona bierna antropologiczna. Człowiek, który umarł nie jest już zdolny do żadnego czynu, żadnej akcji.

Ojciec Paweł tę bezsilność Jezusa i Jego przyjaciół uwypukla. Pogrzeb ukradkiem. Nic więcej nie można było zrobić. Bezsilna przyjaźń/ miłość Józefa z Arymatei, który nie odwróci losu Jezusa.

- o łaskę bezsilnej miłości w naszej codzienności, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami


XIV. Pan Jezus złożony do grobu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić chciałeś.


„I nasze dobre chęci, usiłowania, najczystsze zamiary, nasza praca, poświęcenie, mogą podobnież zakończyć się bez chwały – po cichu, zaginąć w pamięci ludzkiej, zostać pogrzebane! I nam się nieraz wydaje, że wszystkie nasze cierpienia próżne są i bezowocne, że są jakoby pogrzebane na zawsze. Ale tak nie jest. Jeśli połączone z Chrystusem Panem, odnoszą one w końcu zwycięstwo, przynoszą owoc; nie są daremne. W historii ludzkości to wciąż się powtarza”.
(str. 32)

Stacja poprzednia jakby przygotowywała, anonsowała tę świadomość, przeczucie klęski. I to takiej zupełnej.

Ale teraz w tej ostatniej stacji o. Paweł wydaje się sugerować możliwość przetrwania. Warunki są dwa: to, co w nas umiera, winno być dobre i najczystsze (nie mam pojęcia, jak interpretować to najczystsze: jako niepokalane czy też może jako bezinteresowne). Trudne. Drugi warunek tego przetrwania też łatwy nie jest: to, co w nas umiera, winno być połączone z Jezusem Chrystusem. Na czym ta łączność ma polegać i jak się ma wyrażać? Życie sakramentalne? Posłuszeństwo prawu Jezusa? Zjednoczenie mistyczne?

- o łaskę jak najgłębszego zjednoczenia z Jezusem, Ciebie prosimy…

Któryś za nas cierpiał rany
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami



Przypisy:

[1] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii. Zasady i wskazania, Poznań - Pallottinum 2003, str. 101.
[2] Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia.

Ilustracja Di Luis García, CC BY-SA 3.0, Collegamento


Ewangelia wg świętego Łukasza - XXV

opublikowane: 30 maj 2017, 02:34 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 30 maj 2017, 12:47 ]

Dzisiaj przede wszystkim chodzi o to, że Jezus dotyka trędowatego.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXV

12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». 13 Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: «Chcę, bądź oczyszczony». I natychmiast trąd z niego ustąpił. 14 A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: «Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 15 Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. 16 On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się.
(Łk 5, 12–16)

Już początek tej perykopy zdumiewa. Skąd trędowaty w mieście? Ta choroba była uważana za nieuleczalną i wykluczającą ze społeczeństwa. Trędowaty był również uważany za nieczystego (to kategoria religijna, nie tylko socjologiczna). Sytuacja trędowatego była określona przez przepisy Tory:

45 Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: "Nieczysty, nieczysty!" 46 Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.
(Kpł 13, 45–46)

Zachorowanie na trąd oznaczało uśmiercenie relacji rodzinnych i społecznych. Śmierć za życia.

W związku z tym, że ta choroba była widziana w pewnej perspektywie religijnej (mówiąc wprost jako kara za grzech) trędowaty pod określonymi warunkami miał prawo uczestniczyć w liturgii synagogalnej, czyli słuchać Słowa Bożego. Wtedy mógł zjawić się w społeczności. I taki pobyt w synagodze miał służyć jego nawróceniu (w domyśle: uzdrowieniu).

Trędowaty, o którym mówi Łukasz, Jezusowi oddaje królewski, boski hołd. W tym przypadku język ciała (trędowaty oddaje mu głęboki pokłon) odpowiada deklaracjom (trędowaty zwraca się do Jezusa "Panie…").

"Jeśli chcesz…" czy w świetle historii Naamana słowa trędowatego nie są wyznaniem wiary w boskość Jezusa. Przypomnijmy sobie tamten epizod, opowiedziany w 2 Księdze Królewskiej:

Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela. 5 A król Aramu odpowiedział: «Wyruszaj! A ja poślę list do króla izraelskiego». Wyruszył więc, zabierając ze sobą dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych. 6 I przedłożył królowi izraelskiemu list o treści następującej: «Z chwilą gdy dojdzie do ciebie ten list, wiedz, iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu». 7 Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: «Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną?»
(2 Krl 5, 4 –7)

Z tej historii, która została spisana kilka stuleci przed Jezusem, ale która oddaje sposób myślenia na temat trądu również w czasach samego Jezusa, uzdrowienie z trądu widziane jest jako prerogatywa Boga. Tylko Bóg może oczyścić z trądu! Więc kim w oczach trędowatego jest Jezus Chrystus? Bogiem, który może uzdrowić… jeśli tylko chce...

Ile w tym „jeśli tylko chcesz” kryje się ludzkiego bólu? Czy to źródła niewiary w Boga, w Jezusa? Ateizmu? Skoro dalej jestem chory i nie domagam to znaczy, że nie chcesz mi pomóc. To znaczy, że nie jesteś zainteresowany moim losem. Tyle.

Łukasz powiada, że Jezus chciał uzdrowić trędowatego. W opisie tego cudu rzeczą istotną jest, że dokonuje się on nie tylko mocą słowa (w Ewangeliach nie brakuje ustępów, w których moc słowa Jezusa terapeuty jest dominująca. Tak przecież uzdrawia córkę Syrofenicjanki (por. Mt 15, 21–28). Nie widzi tej dziewczynki, nie dotyka jej, a przywraca jej zdrowie. Mocą samego słowa).

To dotykanie to ważny szczegół, gdyż Łukasz powiada, że Jezus uzdrawiając trędowatego dotknął go. A tym samym przekroczył zapisy Tory (innymi słowy popełnił grzech według Starego Przymierza. Nie on jeden - jego ojczym święty Józef lepszy nie był. W ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy, że ewangelie stawiają nam przed oczy postaci (jako wzorcowe: Jezus i Józef), które nie przestrzegały przepisów prawa, a zatem w rozumieniu ludzi swojego czasu grzeszyły).

Trędowatych nie wolno było dotykać. Jezus burzy jakiś społeczny i religijny schemat. Burzy, chyba wolno to napisać, (chociaż nie zapominamy świadectwa Nowego Testamentu, który w Jezusie widział baranka bez skazy) grzechem. Ten gest trędowatemu przynosi ocalenie, ale stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Przecież Jezus mógł go uzdrowić samym słowem, bez dotykania trędowatego, z jakiegoś powodu decyduje się na przekroczenie Prawa (według Prawa żydowskiego już samo stanięcie w cieniu trędowatego sprawiało, że człowiek stawał się wykluczony). Jezus tym samym stawia się poza społecznością religijną Izraela! Wykluczony! Ten akt nieposłuszeństwa Jezusa wobec Prawa wydaje się dziwaczny, gdyż od samego trędowatego wymaga posłuszeństwa: idź i pokaż się kapłanom (zgodnie z przepisami Prawa).

Czy ten gest uzdrowienia trędowatego właśnie w taki sposób nie jest w jakiejś mierze zwiastunem śmierci krzyżowej Jezusa, która objawia radykalne wykluczenie Jezusa. Śmierci, która realizuje się poza miastem, poza światem.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIV

opublikowane: 18 maj 2017, 01:05 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 maj 2017, 01:06 ]

Dzisiaj bardzo wdzięczny fragment, nie wiadomo dlaczego nazywanym powołaniem Piotra i pierwszych apostołów. Ewangelista Marek w pierwszym rozdziale swojej ewangelii opowiada o powołaniu tych apostołów:

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego,
Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. (Mk 1: 16–18)


Podobnie Mateusz:

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». (Mt 4: 18–19)

Łukasz cały epizod mocno koloryzuje. Tak dalece, że nie pojawia się w nim sama formuła powołania! Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z wydarzeniem historycznym, które dotyczyło czterech mężczyzn o konkretnych imionach, będących rybakami.

A fragment jest wdzięczny po części również dlatego, że pokazuje, iż Ewangelia to także przesilenie dwóch wolności, dwóch autorytetów: Jezusowego i człowieczego. W tym fragmencie konkretnie piotrowego.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXIV

Pewnego razu - gdy tłum cisnął się do Niego aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!». A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. (Łk 5: 1–11)

Jezus głosi Słowo. Tym razem i po raz pierwszy poza synagogą. Czy dlatego, że towarzyszy temu wielki tłum, czy też dlatego, że Jezus chce ludziom Słowo ofiarować w ich przestrzeni życia, a synagoga niekoniecznie musi być czymś takim dla każdego spotkanego nad jeziorem człowieka. Byłoby to zgodne z tym, co wiemy o Jezusie, konfrontując Go z Janem Chrzcicielem. Do tego drugiego ludzie musieli przyjść, Ten Pierwszy szedł do ludzi. A współczesny Kościół gdzie się umiejscawia i kogo naśladuje? Jezusa czy Jana Chrzciciela?

Perspektywa zaczyna się zawężać. Na początku Jezioro Genezaret i tłum ludzi. Następnie dwie łodzie i czterech rybaków. Jeszcze dalej, już tylko jeden: Szymon Piotr. Znają się. Jezus dopiero co był w domu Szymona i uzdrowił jego teściową. Dzisiaj natomiast spotyka go w równie mało komfortowej sytuacji. Cała noc pracy. Bezwartościowej, bezsensownej. Mimo najlepszej wiedzy i najlepszych chęci i wysiłku. Nic. Frustracja. Tak chyba należałoby określić ów moment egzystencjalny, w którym Szymon się znajduje.

Czy Jezus może tę frustrację przemóc? „Wypłyń na głębię”[1], mówi do Szymona. Następnie do jego towarzyszy” „Zarzućcie sieci”. Zdanie, które jest majstersztykiem. Polecenie, rozkaz w liczbie pojedynczej skierowany do Szymona. Kolejny rozkaz już w liczbie mnogiej, do nich. Ale w między czasie rozgrywa się pewien dramat kompetencji. Kto z nich dwóch zna się na rybołówstwie. Przecież nie Jezus, syn (jak mówią mieszkańcy Nazaretu) cieśli. Ekspertem jest Szymon! To nie tylko znajomość fachu, ale i doświadczenie. Również takie negatywne: całą noc łowiliśmy i nic. Jeden z nich musi ustąpić; albo Jezus pod naporem argumentów Szymona (nie ta pora, nie to miejsce, po takiej nocce jak ta – mamy wszystkiego serdecznie dosyć. Kończymy i idziemy spać), albo Szymon. Tylko dlaczego miałby ustąpić? Kompetencje i doświadczenie przemawiają za nim, a nie za cieślą. Szymon jednak ustępuje, daje za wygraną. Na Twoje Słowo. Skoro tak, to musi się wpisać między tę liczbę pojedynczą a mnogą. Skoro przyjmuje słowo Jezusa, to musi teraz przekonać współtowarzyszy, że będą wbrew ich kompetencjom i doświadczeniu łowić. Zaczyna grać dla sprawy Jezusa swoim autorytetem. Wolność Jezusa wyciągnęła ręce po wolność Szymona. Jezus mu obiecuje, że zostanie rybakiem ludzi. Zaczyna od zaraz. Bo dla idei Jezusa musi złowić trzech swoich współtowarzyszy. Powtarzam – musi to zrobić wbrew ich kompetencjom i doświadczeniu.

I jeszcze jedno. Szymon Piotr zapisał się w historii jako lider Dwunastu, jako Pierwszy, niejako urzędowy świadek Zmartwychwstania Jezusa i jako ten, który się Go zaparł. Ale epizod opowiadany przez Łukasza ukazuje jeszcze jeden z rysów tej postaci. Ilekroć czytam początek piątego rozdziału Ewangelii Łukasza, myślę o ujmującej, urzekającej bezinteresowności Szymona Piotra. Przecież mógł próbować wykorzystać Jezusa. On, Rybak mógł się pokusić o myśl, że można jakoś (tylko jak) zgodzić Jezusa na takie codzienne wizyty nad jeziorem. Po co harować całą noc, skoro wystarczy łowić przez chwilę w miejscu i w czasie wskazanym przez Cudotwórcę. Szymon tej pokusie wykorzystania Jezusa nie ulega. Akt wiary żywi się bezinteresownością. Bez niej człowiek nigdy nie stanie się wierzący.        



ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

[1] Po łacinie Duc in altum. Przytaczam to, gdyż tak nazywała się jezuicka seria wydawnicza poświęcona właśnie lectio divina. Wśród autorów na poczesnym miejscu był nieżyjący już arcybiskup Mediolanu, kardynał Carlo Maria Martini. We współczesnym Kościele chyba nikt nie uczynił więcej niż On dla popularyzowania lectio divina.


Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIII

opublikowane: 7 maj 2017, 02:51 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:53 ]

Po dłuższej przerwie (spowodowanej celebracją Triduum Paschalnego) wracamy do Lectio. Kolejny fragment Ewangelii według świętego Łukasza. W jakimś sensie zostaje opowiedziany dzień działalności Jezusa Chrystusa. Cała uwaga skoncentrowana jest na aspekcie terapeutycznym – Jezus jest pokazany jako ten, który uzdrawia.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXIII

38 Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. 39 On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. 40 O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. 41 Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: «Ty jesteś Syn Boży!» Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. 42 Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. 43 Lecz On rzekł do nich: «Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany». 44 I głosił słowo w synagogach Judei.
(Łk 4, 38-44)

Nadal jesteśmy w Kafarnaum. Jezus zjawia się w domu Szymona Piotra. Łukasz nie przedstawia bliżej tej postaci. Ewangelia nie powstaje w próżni. Zapewne jest przekonany, że czytelnikom jego dwutomowego dzieła Szymon Piotr jest znany. Wydaje się, że początek znajomości między Jezusem a Szymonem Piotrem musiał mieć inny początek niż ten, który zwykliśmy nazywać powołaniem późniejszego lidera apostołów. Gdzie i jak się poznali Łukasza zdaje się nie interesować. Także chronologia tej przyjaźni też nie jest przedmiotem Łukaszowej troski.

Skoro jest teściowa to musi, to powinna być i żona. Niewiele o niej wiemy. W Nowym Testamencie raz jeszcze czyni się do niej aluzję. W Pierwszym Liście do Koryntian Paweł stawia pytanie: „Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty - siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (1 Kor 9, 5). Kontekst tego Pawłowego pytania jest następujący: w podróżach misyjnych apostołom towarzyszyły ich żony (zwane tutaj siostrami). Stąd też pytanie czy w jakiejś mierze były zaangażowane w dzieło misyjne rodzącego się Kościoła? Nie wiemy. Ten brak informacji skłania księdza Franciszka Mickiewicza SAC do stwierdzenia: „Tradycja nie przechowała [o małżeństwie Szymona Piotra] żadnych wspomnień, co może wskazywać, że Szymon Piotr po spotkaniu z Jezusem i wejściu do grona Jego najbliższych uczniów zerwał wszelkie więzy z rodziną”[1]. To dosyć odważna opinia. A świetle aktualnej dyskusji nad kondycją chrześcijańskiego małżeństwa rodzi się pytanie w jaki sposób Jezus traktował małżeństwo.

Powróćmy do teściowej, która jest chora. Jezus staje nad nią, przy niej i rozkazuje trawiącej ją gorączce, aby ustąpiła. Żadnego gestu – jedynie siła słowa. Podobnie jak w przypadku wypędzania demonów. Ta moc Jezusa robi wrażenie, więc kiedy kończy się szabat do domu Szymona Piotra zostają przyniesieni i przychodzą chorzy. Jezus uwalnia ich siłą swojego słowa od dolegliwości. Wśród uzdrowionych są także opętani. Demony przez nich, ich ustami składają deklarację tożsamości Jezusa (czy jest to wyznanie wiary): Ty jesteś Synem Bożym. Po całonocnej posłudze terapeuty Jezus odchodzi na miejsce odosobnienia. Możemy się jedynie domyślać, że to taka przestrzeń intymności między Jezusem–Synem a Ojcem.

Dzieło Jezusa wzbudza entuzjazm wśród mieszkańców Kafarnaum. Tak dalece, że pragną Go zatrzymać dla siebie, ale On domaga się wolności, ze względu na Dobrą Nowinę – ewangelię (po raz kolejny Łukasz nazywa sens i znaczenie nauczania Jezusa Chrystusa), którą chce głosić, zanieść mieszkańcom innych miastom.

I znowu nie wiadomo dlaczego Łukasz pisze o Judei, skoro Kafarnaum znajdowało się na terytorium Galilei.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

[1] Ks. Franciszek Mickiewicz SAC, Ewangelia według świętego Łukasza, tom III, część 1, str. 275.

Krzyżu Chrystusa

opublikowane: 14 kwi 2017, 00:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:08 ]

Modlitwa papieża Franciszka z drogi krzyżowej odprawionej w Koloseum w Wielki Piątek 2016 roku.

O Krzyżu Chrystusa!

Krzyżu Chrystusa, symbolu Bożej miłości i ludzkiej niesprawiedliwości, ikono największej ofiary z powodu miłości i skrajnego egoizmu wynikającego z głupoty, narzędzie śmierci i drogo zmartwychwstania, znaku posłuszeństwa i znamię zdrady, miejsce kaźni prześladowań i sztandarze zwycięstwa.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj widzimy, jak wznoszą cię w naszych siostrach i braciach zabitych, żywcem spalonych, zarżniętych czy ściętych barbarzyńskim mieczem i tchórzliwym milczeniem.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj cię widzimy w obliczach dzieci, kobiet i osób wyczerpanych i zalęknionych, które uciekają przed wojną i przemocą, spotykając często tylko śmierć i tylu Piłatów umywających ręce.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj widzimy cię w uczonych w literze prawa, ale nie w duchu, specjalistach od śmierci, ale nie od życia, którzy zamiast uczyć miłosierdzia i życia, grożą karą i śmiercią, i skazują sprawiedliwego.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj widzimy cię w sługach niewiernych, którzy zamiast wyzbywać się swych próżnych ambicji, ogołacają nawet niewinnych z ich godności.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w skamieniałych sercach tych, którzy wygodnie osądzają innych, w sercach gotowych, by skazać nawet na ukamienowanie, nigdy nie zauważając własnych grzechów i win.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w fundamentalizmie i terroryzmie wyznawców pewnych religii, którzy profanują imię Boga i używają go, by usprawiedliwić swą niesłychaną przemoc.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w tych, którzy chcą cię usunąć z miejsc publicznych i wyrugować cię z życia publicznego w imię jakiegoś laickiego pogaństwa czy nawet w imię równości, której Ty sam nas uczyłeś.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w możnych i w handlarzach broni, którzy podsycają ogień wojen niewinną krwią braci i dają do jedzenia swoim dzieciom zakrwawiony chleb.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w zdrajcach, którzy za trzydzieści srebrników wydadzą każdego na śmierć.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w złoczyńcach i skorumpowanych, którzy zamiast chronić dobro wspólne i etykę, sprzedają się na nędznym targu niemoralności.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w głupcach, którzy budują magazyny, by gromadzić skarby nietrwałe, dając Łazarzowi konać z głodu u swych drzwi.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w dewastatorach naszego „wspólnego domu”, którzy egoizmem rujnują przyszłość następnych pokoleń.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w ludziach starszych opuszczonych przez swoich krewnych, w niepełnosprawnych i w niedożywionych dzieciach, odepchniętych przez nasze egoistyczne i zakłamane społeczeństwa.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w naszych morzach, Śródziemnym i Egejskim, które stały się nienasyconymi cmentarzyskami, obrazem naszego niewrażliwego i odurzonego sumienia.

Krzyżu Chrystusa, obrazie miłości bez końca i drogo Zmartwychwstania, widzimy cię także dzisiaj w ludziach dobrych i sprawiedliwych, którzy czynią dobro nie szukając poklasku i podziwu innych.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w sługach wiernych i pokornych, którzy rozświetlają ciemności naszego życia jak świece, co się spalają bezinteresownie, by oświetlić życie tych, którzy są ostatnimi.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w obliczach zakonnic i osób konsekrowanych – Miłosiernych Samarytan, którzy pozostawiają wszystko, by w ewangelicznym milczeniu opatrywać rany biedy i niesprawiedliwości.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w miłosiernych, którzy w miłosierdziu znajdują najdoskonalszy wyraz sprawiedliwości i wiary.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w ludziach prostych, którzy radośnie przeżywają swoją wiarę w codzienności i w synowskim posłuszeństwie przykazaniom.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w skruszonych, którzy z głębokości nędzy swych grzechów potrafią zawołać: Panie, wspomnij na mnie w swym Królestwie!

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w błogosławionych i świętych, którzy potrafią przechodzić przez noc wiary, nie tracąc ufności w Tobie i nie domagając się, by zrozumieć Twoje tajemnicze milczenie.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w rodzinach, które przeżywają w wierności i płodności ich małżeńskie powołanie.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w wolontariuszach, którzy wielkodusznie służą potrzebującym i poszkodowanym.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w prześladowanych za swoją wiarę, którzy w cierpieniu nadal dają autentyczne świadectwo Jezusowi i Ewangelii.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w marzycielach, którzy żyją z sercem dziecięcym i każdego dnia trudzą się, by świat uczynić miejscem lepszym, bardziej ludzkim i sprawiedliwszym.

W tobie Krzyżu Święty widzimy Boga, który kocha aż do końca, i widzimy nienawiść, która panoszy się i oślepia serca i umysły tych, co ciemności przedkładają nad światło.

Krzyżu Chrystusa, Arko Noego, któraś ocaliła ludzkość od potopu grzechu, zbaw nas od zła i od złego! Tronie Dawida i pieczęci Bożego i wiecznego Przymierza, przebudź nas z ułudy próżności! Krzyku miłości, wzbudź w nas pragnienie Boga, dobra i światła.

Krzyżu Chrystusa, naucz nas, że wschód słońca jest silniejszy niż ciemność nocy. Krzyżu Chrystusa, naucz nas, że pozorne zwycięstwo zła znika w obliczu pustego grobu, wobec pewności Zmartwychwstania i miłości Boga, której nic nie jest w stanie zwyciężyć ani przyćmić czy osłabić.

Amen.

Ewangelia wg świętego Łukasza - XXII

opublikowane: 9 kwi 2017, 08:31 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:39 ]

Jezus, żeby ogłosić nowość, jest zmuszony podążać utartymi, wydeptanymi ścieżkami swoich współziomków. Ten szlak prowadzi przez synagogę. W czasach Jezusa Chrystusa to jedna z najbardziej popularnych i najważniejszych instytucji świata żydowskiego. To greckie słowo (jego hebrajski odpowiednik to be-khenishta' lub po prostu kenishta') oznaczało miejsce zgromadzenia pobożnych Żydów, którzy modlili się tam i oddawali się studium, modlitewnemu rozważaniu Biblii. Synagoga swoje początki znajduje w czasie niewoli babilońskiej – czasie deportacji Żydów z Palestyny do Babilonii w okresie od 586 do 538 r. p.n.e. Żydzi pozbawieni sanktuarium jerozolimskiego (ołtarza i kultu) postanowili bronić swojej tożsamości religijnej i wiary w Jahwe gromadzić się w szabat i w święta właśnie z synagogach. Każde miasteczko zabiegało o to, aby ją posiadać. W większych ośrodkach bywało kilka synagog. Podobnie zachowywali się Żydzi żyjący w diasporze, poza Palestyną. Synagoga była miejscem, które promieniowało nie tylko na Żydów, ale także na tzw. bojących się Boga, prozelitów.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXII

Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; «Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: «Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą». I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.
(Łk 4, 31–37)

Jezus opuszcza Nazaret i przenosi się do Kafarnaum, dużej rybackiej osady, która leżała nad Jeziorem Genezaret. Akwen ten jest także nazywany Morzem, Jeziorem Galilejskim. W Kafarnaum mieszkał Szymon Piotr, wespół ze swoim bratem Andrzejem, którzy należeli do pierwszych uczniów Jezusa. Miasteczko stało się oparciem dla Jezusa i Jego ruchu bardziej niż rodzinny Nazaret.

Mieszkańcy Kafarnaum nauczanie Jezusa przyjmują ze zdumieniem, wiąże to się z uznaniem i z podziwem dla osoby, słów Nauczyciela. W synagodze znajduje się człowiek opętany przez demona, ducha nieczystego. W kulturze hellenistycznej, w której wychował się Łukasz – autor Ewangelii, demony nie były koniecznie kojarzone z duchami nieczystymi. Demonami nazywano bóstwa niższej rangi, drugorzędne, które mogły na człowiek wpływać pozytywnie lub negatywnie, w zależności od swojej natury.

Paradoksalnie inicjatywa należy do opętanego. To on odzywa się pierwszy, niejako zaczepia Jezusa. Rozpoznaje Go jako zagrożenie dla siebie. Opętany rozpoznaje Jezusa niejako na dwóch płaszczyznach: historycznej (zwraca się do Niego "Jezusie Nazarejczyku") oraz nadprzyrodzonej (wiem, kim jesteś: święty Boga). Interwencja Jezusa jest krótka i zdeterminowana. Wywołuje to kolejny wybuch entuzjazmu i uznania ze strony obecnych w synagodze. Co ciekawe, ich uwaga skupiona jest na Słowie, mimo że są świadkami niewątpliwego cudu.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons


Ewangelia wg świętego Łukasza - XXI

opublikowane: 28 mar 2017, 12:51 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:38 ]

Jezus rozpoczyna swoją działalność publiczną. Rozpoczyna ją w swoim rodzinnym Nazarecie. Tam gdzie dojrzewał. Tam gdzie był znany On i Jego rodzina. Wszystko dzieje się po chrzcie w Jordanie i po czterdziestodniowym poście na pustyni (zapewne judzkiej). Jezus wraca zatem do swojego świata.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXI

14 Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. 15 On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. 16 Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. 17 Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: 18 Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 19 abym obwoływał rok łaski od Pana. 20 Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. 21 Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli». 22 A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?» 23 Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum». 24 I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. 25 Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; 26 a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. 27 I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman». 28 Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. 29 Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. 30 On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
(Łk 4, 14- 30)

Łukasz powrót Jezusa z Judei do Galilei widzi i opisuje szeroko. Jezus naucza i czyni cuda, wszystko to sprawia, że zaczyna się o Nim mówić. Wydźwięk tej jezusowej obecności w Galilei wydaje się pozytywny. Ostatecznie kieruje się ku swojemu Nazaretowi, w którym jest znany on i Jego rodzina.

Z jednej strony Jezus w tym początku nawiązuje do swojej młodości, z drugiej strony wykorzystuje istniejącą strukturę. Mieszkańcy Nazaretu, podobnie jak sam Jezus, mieli zwyczaj gromadzić się w synagodze. Czytano w niej Biblię, rozważano jej znaczenie i modlono się. Przy synagodze działały szkoły, w których dzieci uczyły się czytać i pisać. Każda lokalna społeczność zabiegała o to, aby posiadać synagogę.

W szabat gromadzono się na wspólnej modlitwie. Wybrany fragment Pisma mógł czytać każdy mężczyzna, który potrafił to poprawnie uczynić. Również interpretacji przeczytanego fragmentu podjąć mógł się każdy, kto potrafił to zrobić.

Jezus otrzymuje zwój Księgi Izajasza i wybiera dwa fragmenty. Jeden z pięćdziesiątego ósmego rozdziału, drugi zaś z sześćdziesiątego pierwszego. Jezus to Słowo odnosi do siebie. Uważa się za Namaszczonego. Tę Jego misję Namaszczonego określa pięć czasowników:
  1. ubogim głosił dobrą nowinę,
  2. więźniom głosił wolność,
  3. a niewidomym [głosił] przejrzenie,
  4. abym uciśnionych czynił wolnymi,
  5. abym obwoływał (głosił) rok łaski od Pana.
To pokazuje, że misja Jezusa skoncentrowana jest/była na słowie. Zostają wyróżnione trzy kategorie adresatów: ubodzy (należy ich interpretować nie kontekście społecznym a teologicznym, czyli tacy, którzy swoją całą swoją nadzieję pokładają w Bogu); więźniowie (doświadczenie zniewolenia należy do tożsamości Narodu Wybranego); niewidomi (być może pojawiają się tutaj ze względu na fakt, że sam Jezus prezentowany jest jako światłość przychodząca od Boga).

Kazanie Jezusa sprowadza się do jednego zdania: „Dzisiaj wypełniło się to Pismo, które słyszeliście”. Krótkie i pierwsze zapisane w ewangelii Łukasza. I natychmiast zostaje negatywnie przyjęte. Początek publicznej działalności Jezusa zostaje naznaczone odrzuceniem, niepowodzeniem. Musi boleć skoro pochodzi od tych, których Jezus doskonale znał i których zapewne tak po ludzku darzył sympatią i życzliwością. Czy można było gorzej zacząć? Od klęski!

Te złe emocje ze strony sąsiadów Jezusa dochodzą do zenitu. Ewangelista powiada, że chcieli Go zabić, ale Łukasz zdradza przy tym nieznajomość topografii Ziemi Świętej. Nazaret bowiem nie był usytuowany na górze, wręcz przeciwnie, w dolinie. Oczywiście ten błąd autora ewangelii niektórym daje do ręki argument podważający historyczność całego epizodu.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XX

opublikowane: 22 mar 2017, 01:36 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 22 mar 2017, 01:36 ]

Zupełnie przez przypadek ta okrągła (bo dwudziesta) lectio divina poświęcona Ewangelii Łukasza zabarwiona jest nieco klimatem Wielkiego Postu, gdyż mowa o poście samego Jezusa i jego kuszeniu przez diabła. Epizod kuszenia opowiadany w trzech Ewangeliach synoptycznych znajduje się u Łukasza, Marka i Mateusza w tym samym miejscu: między chrztem Jezusa w Jordanie a początkiem Jego publicznej działalności.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XX

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu Świętym na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek». Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego». Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.
(Łk 4,1–13)

Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia (z którego korzystamy) nie wydaje się dokładne. Bowiem Duch nie tyle wyprowadził Jezusa na pustynię, ile prowadził go na pustyni (lub po pustyni). I zapewne chodzi o Pustynię Judzką. Jezus przebywał na niej czterdzieści dni. Czytając Ewangelię, musimy pamiętać, że to opowieść o historii Jezusa, w związku z tym nasza uwaga musi być skoncentrowana nie tylko na historii (tak, jak ją rozumiał Łukasz i tak, jak ją my rozumiemy), ale również na wszelkich możliwych aluzjach literackich (tak, jak czynimy to przy każdej opowieści). Liczbę czterdzieści słuszniej w tym kontekście interpretować jako pewną aluzję literacką niźli informację historyczną. Autor opowiadania najprawdopodobniej czyni aluzję do czterdziestu lat wędrowania plemion izraelskich przez pustynię. Dla Izraela było to fundamentalne doświadczenie bliskości Boga. Doświadczenie, które ukonstytuowało go jako Naród Wybrany, naród Jahwe. Pustynia jednak oprócz tego znaczenia doświadczenia Boga była również widziana jako miejsce przebywania dzikich zwierząt i złych duchów, zagrażających człowiekowi. Być może właśnie ta dwuznaczność pustyni sprawiła, że autor Ewangelii uparł się, że Duch prowadził Jezusa po, na pustyni. Tak, aby pomóc Mu rozczytać tę rzeczywistość. Jezus pości. Zapewne wyglądało to tak, że Jezus żywił się tym, co dostarczała mu pustynia. A zatem niewiele. Jest w tym najprawdopodobniej również nawiązanie do historii Mojżesza, który, zanim otrzymał tablice na Gorze Synaj, przez czterdzieści dni nie jadł i nie pił wody (por. Wj 34, 28). To ważny tekst, gdyż należy właśnie do tego czasu czterdziestoletniej wędrówki Izraela przez pustynię. Jezus w końcu czuje głód. Pojawia się jakiś deficyt. To dobra okazja, aby mógł przystąpić do Niego diabeł ze swoimi propozycjami. Pokusy. Myślę, że w medytacji nad pokusami, które spotkały Jezusa, należy uniknąć jednego zasadniczego niebezpieczeństwa. Wydaje nam się często, że odkrycie swoistej logiki pokusy uchroni nas przed upadkiem. Tak, jakby zwycięstwo nad pokusą zależało od zrozumienia jej dynamiki i mechanizmu. Diabeł Jezusa kusi na trzy sposoby. Każdy z nich przynosi pewną lekturę rzeczywistości (świata i relacji z innymi). Pierwsza dotyczy głodu, deficytu, jaki w sobie odkrywa Syn Człowieczy. Rzecz dotyczy zatem użycia środków, którymi dysponuje Jezus. Według diabła należałoby je ukierunkować na samego Jezusa. Na siebie. Taka byłaby logika wymuszona po części przez głód, ów deficyt dokuczający Jezusowi. Odpowiedź Jezusa „nie samym chlebem żyje człowiek” w pierwszym rzędzie relatywizuje sam deficyt, głód. Tak, jakby Jezus chciał powiedzieć: owszem jestem głodny, ale to nie jest najważniejsze. Druga pokusa, której doświadcza Jezus, wiąże się z pewnym założeniem, które nie jest już tak oczywiste i prawdziwe jak wcześniejszy głód. Dotyczy przekonania, że polityka (i zarazem historia) należą do diabła i za cenę hołdu może tę swoją władzę przekazać, komu chce. Ta deklaracja diabła jest oczywiście sprzeczna ze świadectwem Biblii, która nie ustaje w przekonywaniu, że jedynym Panem świata jest Jahwe. Iluż to z nas żyje tą diabelską iluzją, że polityka to jego dzieło lub jego królestwo. Przy trzeciej pokusie ponownie zmienia się sceneria. Tym razem jesteśmy w świątyni jerozolimskiej, w której diabeł wydaje się poddawać w wątpliwość wiarę Jezusa w miłość Ojca. W tej pokusie, stricte religijnej, diabeł kusi w przestrzeni, która jest święta, sakralna (chciałoby się powiedzieć, że nie ma bezpiecznego miejsca, do którego diabeł nie miałby dostępu) i posługuje się Słowem Bożym, aby zwieść Jezusa. Przedstawia się jak wytrawny teolog. W grze jest sprawa najistotniejsza – intymna relacja Jezusa z Ojcem. Pokusy w tej trzeciej próbie osiągają swoje apogeum. To spotkanie Jezusa z diabłem oznacza początek starcia, którego finałem będzie śmierć krzyżowa Chrystusa.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XIX

opublikowane: 14 mar 2017, 12:50 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 17 mar 2017, 12:30 ]

Papież Franciszek w swojej adhortacji Amoris laetitia w pewnym momencie pisze, że „Biblia pełna jest rodzin, pokoleń, historii miłości i kryzysów rodzinnych, począwszy od pierwszej strony, gdzie wkracza na scenę rodzina Adama i Ewy z jej brzemieniem przemocy, ale także z siłą życia, które trwa nadal (por. Rdz 4), aż do ostatniej strony, gdzie pojawiają się zaślubiny Oblubienicy i Baranka (por. Ap 21, 2.9)” (AL, 8). Fragment dzisiejszej lectio divina poświęcony genealogii Jezusa Chrystusa jest chyba najlepszą ilustracją do tych papieskich słów o Biblii, która jest zamieszkała przez niezliczoną rzeszę rodzin.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XIX

Sam zaś Jezus, rozpoczynając swoją działalność, miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jony, syna Eliakima, syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.
(Łk 3,23–38)

Również my dzisiaj przeżywamy swoisty renesans zainteresowania współczesnego człowieka swoim pochodzeniem. Niewątpliwa moda na utworzenie własnego drzewa genealogicznego sprawia, że do naszych biur parafialnych przybywa coraz więcej osób szukających śladów swoich przodków. To pomaga nam nieco zrozumieć powyższy fragment Ewangelii św. Łukasza. Również w I w. podobna moda musiała przewalać się przez ówczesny Kościół, bo nieco rozeźlony Paweł przypomina Tymoteuszowi, żeby „nakazał niektórym zaprzestać głoszenia niewłaściwej nauki, a także zajmowania się baśniami i genealogiami bez końca”. (1 Tm 1: 3 -4). Być może były to próby odtworzenia genealogii samego Jezusa. W Nowym Testamencie posiadamy dwie wersje, różne od siebie. (To pokazuje, że ich znaczenie jest bardziej religijne niż historyczne. Nie sposób czytać ich według kryteriów współczesnej historiografii). Od Dawida, który pojawia się jako jedna z kluczowych postaci w obydwóch wersjach, do Jezusa obydwie genealogie są różne. Mateusz idzie królewską drogą Salomona, następcy Dawida, natomiast Łukasz idzie linią Natama, trzeciego syna Dawida.

Łukasz mówi, że Jezus na początku miał około trzydziestu lat. To zawieszenie głosu – że około – dodaje tej informacji wiarygodności. Jezus, biorąc pod uwagę wszelkie wcześniejsze informacje dostarczone przez Łukasza, miał zapewne nieco ponad trzydzieści lat. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że miał około trzydziestu pięciu lat. Ale Łukaszowi być może chodzi o coś jeszcze. Nie tyle o faktyczny wiek Jezusa, ale o wskazanie, że Jego publiczna działalność rozpoczyna się wtedy, kiedy według mentalności żydowskiej mężczyzna osiągał dojrzałość i zdolność do podejmowania istotnych misji publicznych (o charakterze religijnym lub społeczno- politycznym). Tak było w przypadku lewitów posługujących w świątyni jerozolimskiej, jak i samego króla Dawida, który rozpoczął panowanie w Izraelu, mając lat trzydzieści właśnie.

Jezus uchodził za syna Józefa. Obecność Józefa w historii Jezusa uczniom, którzy głosili boskie pochodzenie Jezusa, musiała sprawiać pewną trudność. Stąd ów Łukaszowy dystans. Pisze zatem, że ludzie uważali go za syna Józefa. W domyśle autor Ewangelii chce powiedzieć, że tak naprawdę było inaczej. Józef nie był ojcem Jezusa. Tylko za takiego uchodził w opinii ludzi.

W tym długim, bo liczącym 77 imion (które są ułożone w pewien porządek - jedenaście siódemek, na początku każdej ktoś znaczący w historii zbawienia – Jezus rozpoczyna dwunastą siódemkę. Tak, jakby Łukasz chciał powiedzieć: Mesjasz jest płodny, On także zapowiada i posiada), łańcuchu postaci na trzy warto zwrócić uwagę: to Dawid, król żydowski, do którego Jahwe przywiązał obietnicę Mesjasza (jej wypełnieniem jest Jezus); to Abraham – Jemu Jahwe złożył obietnicę ziemi i potomstwa, a On, uwierzywszy, stał się wzorem, modelem wiary dla Żydów i chrześcijan. To zastanawiające, że nawet chrześcijaństwo jako wzór wiary nie przedstawia Jezusa, który jest wzorem we wszystkim, ale nie w wierze, bo w niej uczymy się od Abrahama. Ostatnią postacią jest Adam – a to oznacza, że Jezus – jego potomek – jest prawdziwym człowiekiem, synem Boga. Łukasz wydaje się zainteresowany tym, aby pokazać nie tylko przynależność Jezusa do świata żydowskiego, ale (a może przede wszystkim) Jego uniwersalność, która dotyczy każdego człowieka, syna Adama, syna Boga.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

1-10 of 65